Książki

Krzysztof Bochus „Czarny manuskrypt” – koloratka zbrukana krwią

Przez w dniu 03/02/2019

Gdy mieszkałam jeszcze w Olsztynie, w weekendy moją rozrywką było zwiedzanie warmińskich ruin, okrytych mchem bunkrów, ale przede wszystkim monumentalnych zamków. Wilgotne cegły pamiętające ciężkie czasy, woń śmierci i walki o lepsze jutro, to było niesamowite doświadczenie i do dziś mam sentyment do tych wypraw i odkrywania namacalnych szczątek zamierzchłych czasów. Te wspomnienia powróciły za sprawą Czarnego manuskryptu Krzysztofa Bochusa. W tej historycznej powieści okrytej kryminalną kołdrą smakujemy hipnotyzujących lat 30 XX wieku osadzonych w Kwidzynie. Takie doświadczanie historii obudziło we mnie tęsknotę za moimi wycieczkami w poszukiwaniu śladów przeszłości, a brutalne morderstwa i błyskotliwy pan radca kryminalny rozgrzali moją sympatię do twórczości Bochusa. A co jeszcze skrywa Czarny manuskrypt?

Skrywa przede wszystkim wciągającą od pierwszych stron historię bezlitosnych, tryskających juchą morderstw na księżach, którzy mieli swoje pokrętne, lepkie tajemnice. Nie brakuje też rozpustnych kobiet, oddechu krzyżackiego zakonu i najważniejsze, porywających bohaterów, za którymi podąża się ze śliną na wardze ku prawdzie. Czarny manuskrypt zachwycił mnie doskonałym, lekkim, a zarazem soczystym i znakomicie osadzonym w opisywanych czasach stylem autora. Zgrabnie zszytymi zdaniami budującymi napięcie, tarmoszącymi emocjami, niepozwalającymi oderwać się nawet na skorzystanie z toalety. I jeszcze dialogi! Rozmowy szczere, natchnione historią, podbarwione polityką i trafnie dopasowane do bohaterów w nich uczestniczących. Widać, że autor doskonale się przygotował, zbadał najdrobniejsze szczegóły, aby przenieść czytelnika do lat 30 i dać mu poczuć każdy ich skrawek od budynków, przez ulice, aż do samych mieszkańców niemieckiego Kwidzyna oraz zamku w Malborku, co było dla mnie prawdziwą przyjemnością.

Mieli tu mieszkać prości, serdeczni i zwyczajni obywatele. Tymczasem ci, których spotkał, okazywali się bestiami w ludzkiej skórze. Nieszczęśnicy, dewianci, mordercy, notoryczni kłamcy i fałszywi chrześcijanie. W tych idyllicznych domostwach powinna gościć codzienność wypełniona pracą, drobnymi przyjemnościami i rodzeniem dzieci, a wypełniały je zbrodnia i występek. Dawny świat odchodził w przeszłość. A może nigdy nie istniał?

Ogromnie zauroczył mnie główny bohater radca kryminalny Christian Abell, który wcześniej rozwiązywał sprawy w Wolnym Mieście Gdańsku, a po rozwodzie powrócił do miasta, w którym się wychował i od razu wpada na morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Jest on mężczyzną skrupulatnym, dociekliwym i nieustępliwym. Jego logiczne myślenie przyprawiało mnie o przyjemny dreszcz i pobudzało do niego sympatię z każdym rozdziałem. Obok niego na większą uwagę zasługiwał jego kompan wachmistrz Kukulka, który doskonale dopełniał radcę i był niezwykle pomocny przy prowadzonym śledztwie. Tło historyczne, ujmujący styl autora oraz fascynujący bohaterowie stworzyli powieść ciekawą i niezwykle przyciągającą. Pomimo iż na początku bałam się niemieckich wtrąceń i niektórych wyrazów, których wcześniej znaczenia nie miałam okazji poznać, nie uczyniło to z tej książki męczącej lektury i nie wprowadziło mnie w zakłopotanie. Na plus zasługują obszerne przypisy, które pozwalały mi się odnaleźć, gdy brakowało mi wiedzy.

Czarny manuskrypt to wspaniały retro kryminał, który rozbudził moją ciekawość do tego gatunku. Raczej stroniłam od powieści zabarwionych historycznymi elementami, ale jak pokazała ta powieść, niesłusznie. Bawiłam się wybornie i już mam ochotę na więcej. Co ciekawe, sięgnęłam po tę książkę dzięki opowiadaniu Krzysztofa Bochusa z Zabójczego Pocisku. Polska Krew Jego styl w krótkiej formie przyprawił mnie o rumieńce, ale to tutaj całkowicie rozgrzał moją wyobraźnię i to lepiej niż kilka grzanych win z goździkami wypitych duszkiem. Zatem skosztujcie tej retro przygody, gdzie koloratki są zbrukane krwią, a zawiłość śledztwa nie pozwoli Wam się nudzić nawet na chwilę.

TAGI
PODOBNE WPISY