Książki

Max Czornyj „Ślepiec” – powieść poza wszelkimi schematami

Przez w dniu 27/02/2019

Oczy są nazywane oknami duszy. Najszczerszymi elementami naszego oblicza. To w nich wyczytamy smutek, gniew, zagubienie, czy kłamstwo. Nie dziwię się, że Max Czornyj na temat przewodni swojej najnowszej książki wybrał właśnie je. Ślepiec to powieść poza wszelkimi schematami. Prowadzi nas od brutalności, przez traumy, skacząc pomiędzy metaforami, głębokimi fobiami, aż po skręcony niczym precel finał. Nie sądziłam, że są jeszcze książki, które w mój umysł wepchną niepewność, zmieszanie i tysiące pytań, których odpowiedzi trzeba skrzętnie szukać pomiędzy kolejnymi wersami. Tą powieścią Czornyj zdecydowanie pokazał, że w kieszeniach swojego doskonale skrojonego garnituru skrywa talię asów, którymi ma zamiar nas częstować jeszcze długi czas. A ja pragnę grać z nim w tego kryminalnego pokera, nawet jeśli mój umysł ma przegrać każdą rozgrywkę. Bo taka przegrana po odłożeniu książki, daje nieopisaną satysfakcję. Radość, że mimo zjedzenia zębów na thrillerach, jeszcze mogę zostać zaskoczona nieszablonowymi, czornyjowymi zagrywkami, których próżno szukać w innych powieściach.

Ślepiec ukazuje historię niebanalnego duetu – komisarz Lizy Langer o głęboko rozwiniętej traumie wywołanej zdarzeniem z przeszłości oraz profilera Oresta Remberta, który swoją błyskotliwością i ciętym językiem potrafi oczarować, ale i porządnie wkurzyć, szczególnie swoją współpracowniczkę. Razem zostają wrzuceni w śledztwo, które ma na celu ujęcie mordercy, który ze szczególnym okrucieństwem okaleczył ciało mężczyzny znalezione w jednym z gdańskich mieszkań. Tropów jest niewiele, pytania mnożą się w nieskończoność, a zabójca nie śpi. I tak razem z bohaterami, powolnym krokiem odkrywamy kolejne ślady, które mamy nadzieję, że doprowadzą nas do zwyrodnialca. Jednak niczego w Ślepcu nie można być pewnym, o co autor bardzo skrupulatnie zadbał.

Langer smętnie wpatrywała się w mijane budynki.

– Może to nekrofil? Miał za mało ciepłego mięska, więc dobrał się do środka, Mmmm, mózg, taki lepki.

– Mówiłem ci, że bywasz obrzydliwa?

– Nic, co ludzkie nie jest mi obce. – Liza wzruszyła ramionami. – Taka praca. Ty również powinieneś dopuszczać wszelkie scenariusze. A teraz śmiało Oreście, snuj dalej swoje wywody.

Nad twórczością Czornyja wielokrotnie już się rozwodziłam. Łechtałam komplementami jego soczysty styl, unikatowe podejście do struktury, obrazowe ukazywanie morderstw, które rysują nam się przed oczami, gdy wędrujemy przez kolejne lepkie zdania. W Ślepcu pisarz przeszedł sam siebie, a zwyczajność to słowo, które w słowniku Maxa Czornyja nie istnieje. I bardzo dobrze! Na blisko 400 stronach dostajemy obuchem wątków, dotykamy studni ludzkich emocji oraz przeżyć, które odciskają bolesne piętno przeszłości, które stara się uderzyć mocarną falą w teraźniejszość. Langer walczy o prawdę i walczy o samą siebie. Metaforyczny obraz smutku towarzyszy jej niczym cień, ale ona każdego dnia stara się go zepchnąć w otchłań zapomnienia. Czornyj doskonale przestudiował ludzką psychikę, bo opisał to w wiarygodny i kunsztowny sposób, nie ocierając się o przesadę. Natomiast Orest, staje na moim podium ulubionych bohaterów obok Cztery Iksa. Samo imię obrazuje mężczyznę szorstkiego, o mocnym charakterze i błyskotliwości, której momentami aż się zazdrości. Taki powinien być profiler i takich bohaterów pragnę zapraszać do swojego domu. Fragmenty z jego udziałem są jednymi z moich ulubionych w książce.

Podniósł głowę i z najbliższej możliwej odległości spojrzał jej prosto w oczy. Dzieliło ich kilkadziesiąt centymetrów. Zatopił wzrok w szmaragdowej toni. Czarna plamka źrenicy stanowiła przejście do innego świata. Pochłaniała go.

Przejdźmy teraz do samej treści. Tym razem Czornyj postanowił zamieszać tak, aby wywołać niezliczone emocje w czytelniku. Bywałam zagubiona, zniesmaczona, zszokowana, czy wytrącona z równowagi. Coś, co brałam za pewnik, kolejne rozdziały z impetem deptały. Przy tym nie brakuje ostrego dowcipu, fachowej wiedzy i krwawych ciekawostek, od których żyłka na skroni pulsuje w niebezpiecznym tempie. Ślepiec to powieść, która wymaga uwagi, skupienia się nie tylko na wątkach, ale i na wszystkich postaciach, jakie zostały wplecione. Nic tam nie jest bez powodu, a nawet drobne zagrywki mogą mieć znaczenie dla zakończenia. Kocham być zrzucana w przepaść, gdzie szuka się punktu zaczepienia, a jak jest ich kilka, to z nerwów wilgotnieją mi ręce, włosy nabierają siwego odcienia, a krople potu niespiesznie liżą czoło. Autor dał mi popalić, za co mu z szerokim uśmiechem dziękuje.

W przypadku oka wystarczyło zaprzeć się o kość jarzmową, nacisnąć i to wszystko. Banał. Rozległo się delikatne mlaśnięcie, kość pękła z chrzęstem, a lśniąca, zakrwawiona kulka znalazła się na wierzchu. Cholernie istotne było wyrwanie nerwu w taki sposób, by nie uszkodzić całości. Operacja niewiele trudniejsza niż wydobycie żółtka z jajka. Choć znacznie bardziej ryzykowna.

Jeśli jesteście po lekturze wszystkich książek Maxa Czornyja. Czujecie, że znacie wszystkie barwne smaki, jakimi Was poczęstował, to rzućcie to w daleki kąt. Ślepiec to powieść, której nie da się włożyć w twarde ramy konkretnego gatunku. Ociera się ona o thriller psychologiczny, obyczaj, gore, a nawet dramat. Pisarz stworzył swój unikatowy gatunek, który ja kupuje na kilogramy i już patrzę tęsknym okiem za kolejną książką, która wyskoczy z jego niesamowitej wyobraźni. Dlatego zamknijcie drzwi na zamek, zakropcie oczy i czytajcie Maxa Czornyja, bo on doprowadzi Wasz umysł do takiej rozkoszy, jakiej nie da Wam nawet najbardziej rozpustny kochanek.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Filia Mroczna Strona
TAGI
PODOBNE WPISY