Książki

Ursula Poznanski, Arno Strobel „Darknet” – gdy bezradność przejmuje władzę

Przez w dniu 30/03/2019

Internet. Miejsce nieograniczonych możliwości, ogromnej liczby informacji, wielu sekretnych zakamarków, do których wstęp mają tylko nieliczni lub mocno zdeterminowani. Niektórzy się śmieją, że Internet ma swój koniec. Ja uważam, że ma po prostu pewne furtki, do których niektórzy nigdy nie zapukają i jedną z nich z pewnością jest Darknet. Miejsce równie głęboko tajemnicze, co ukryte. Dodatkowo po przekroczeniu jego progu stajemy się anonimowi, co w obecnych czasach i nosach wetkniętych w uzależniające social media jest niemożliwe. O tej intrygującej stronie Internetu postanowili napisać Arno Strobel oraz Ursula Poznanski w swoim najnowszym thrillerze Darknet. Niepewnym krokiem wkroczyłam w cyberprzestępczość, głód sensacji i szaleństwo bezkarności. Kroczyłam tempem śledztwa, dałam się oszukać i zabrać poczucie bezpieczeństwa. A wszystko to za sprawą mordercy, który z Darknetu uczynił teleturniej, w którym nikt nie chce być zwycięzcą.

Darknet opowiada losy hamburskiej policji, która za sprawą enigmatycznego mordercy zostaje wciągnięta w śledztwo ściśle powiązane z odłamem Internetu, gdzie króluje anonimowość, wolność i bezkarność. Darknet to miejsce, gdzie nie ma zasad. Nie można go skasować, ograniczyć, wpłynąć na jego zawartość. Szara strefa życia online. Za sprawą pewnego forum działającego na jego platformie, ludzie mogą nominować osoby, które ich zdaniem zasługują na śmierć. Gdy pojawia się pierwsza ofiara, do walki ze zuchwałym zabójcą zostają wybrani Daniel Buchholtz i nowo przyjęta Nina Salomon. Ich różnice w charakterach nie sprzyjają współpracy, co rodzi co raz więcej problemów, a Darknet niestety nie śpi.

Jak wygodnie jest decydować ze swojej kanapy w Japonii czy Norwegii, kto przeżyje, a kto umrze. Być częścią tej gry i jednocześnie nie ryzykować stania się ofiarą. Emocje bez ryzyka, a wszystkie miejsca na widowni znajdują się w pierwszym rzędzie.

Nie ukrywam, że trochę obawiałam się nowej powieści Poznanskiej i Strobela. Nieznajomi wypadli nieźle, chociaż z żalem wspominam zakończenie tamtej historii. Na szczęście Darknet wypada o wiele lepiej. Znów mamy do czynienia z naprzemienną narracją i ciekawie wykreowanymi bohaterami. Daniel Buchholtz to pedantyczny, sztywny dupek, którego ciężko polubić. Jego dokładność i uwielbienie do czystości może powodować mdłości, więc jak zaczyna współpracę z wulgarną, pewną siebie i nieco bezczelną Niną Salomon jego irytacja niebezpiecznie rośnie. Ich docinki, wymiany myśli wypadają wiarygodnie i doskonale budują historię, nad którą unosi się spory odór śmierci. Bohaterowie mają też swoje tajemnice, które z kolejnymi rozdziałami wypływają na wierzch. Jednak to morderca działający online króluje w tej powieści. Niewykrywalny, mający za nic ludzkie życie i bezkarnie igrający z policją. Dzięki niemu Darknet wciąga od pierwszych stron, chwyta za kołnierz ciekawości i trzyma go kurczowo, aż do finału.

Za to, co dzieje się w powieści nie jest tylko odpowiedzialny twórca gry w śmierć, ale i internauci, którzy skuszeni bezkarnością dają się w nią wciągnąć. Autorzy udźwignęli ten temat i opisali go w rzeczywisty sposób. Ukazali ludzi, którzy gdy nie są podpisani nazwiskiem, potrafią zrobić rzeczy, o których nigdy nawet by nie pomyśleli. Brak odpowiedzialności, możliwość wydawania wyroku i chęć sprawdzenia, czy to, w czym biorą udział dzieje się naprawdę. To jest przerażające, jak łatwo przychodziło im osądzanie i brak empatii wobec haniebnych czynów i morderczych zapędów, które przez kolejne rozdziały Darknetu tylko nabierały tempa. Autorzy doskonale oddali klimat, emocje, jak i opis całej intrygi, gdzie przeciwnik jest niezwykle trudny do powstrzymania. Styl jest przyjemny, język prosty i łatwy, przez co przez książkę płynie się jak po spokojnym morzu pozbawionym fal.

Chce być blisko nich. Obrońców i pocieszycieli. Nie tylko wyobrażać sobie, jak dają plamę, ale widzieć to z bardzo bliska. Rozkoszować się ich bezradnością. Karmić ich frustracją. A na koniec delektować ich strachem.

Podobało mi się ukazanie uczuć głównych bohaterów. To jak kolejne etapy śledztwa wpływały na ich psychikę i uczucia. Jak zmieniały się ich relacje i oni sami. Sam pomysł na historię i ukazanie tak dogłębnie cyberprzestępczości pobudziło moje pragnienie na więcej tego typu opowieści. No a finał historii jest dobrze upieczonym deserem pełnym niespodziewanych smaków. Zabrakło mi jedynie odrobinę mocniejszych cliffangerów. W końcu to one nakręcają, by chwytać kolejny rozdział. Momentami tęskniłam również za większą akcją i z powodzeniem wyrzuciłabym kilka stron, które deptały rosnące napięcie, ale te drobne minusy nie wpływają znacząco na odbiór książki.

Darknet pokazał mi wirtualny świat, do którego z pewnością nie chce wchodzić ze swoimi butami. Historia jest równie niezwykle prawdopodobna, co wciągająca i przerażająca zarazem. Porwie Was od pierwszej ofiary i zostawi Was z szeroko otwartą buzią pod koniec. Bo thriller ma tarmosić i zaskakiwać, a nie klepać po ramieniu jak wujek na imprezie rodzinnej. I dlatego polecam byście weszli przez furtkę mrocznej strefy Darknetu i poczuli na własnej skórze, co by się stało, gdyby bezradność i bezkarność przejęły władzę nad światem.



Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Mando
TAGI
PODOBNE WPISY