Książki

„Zabij albo zgiń. Tom czwarty” – demoniczny finał życia mściciela

Przez w dniu 15/03/2019

Jak to jest być mścicielem? Nie myśleć o konsekwencjach, nie odczuwać strachu, tylko z zimną krwią odbierać życie? Czytając historie o seryjnych mordercach, wielokrotnie zdarzało mi się tworzyć w swoim umyśle wizje siebie jako bezwzględnego zabójcy. Zastanawiałam się, czy byłabym zdolna wykończyć kogoś własnymi rękami. Strzelić w tył głowy, wbić nóż w tętnicę szyjną, udusić paskiem od spodni, a potem wrócić do domu i jakby nigdy nic żyć w cieniu swoich morderczych zapędów. Zapewne wszystko zależy od sytuacji i wbrew pozorom odpowiedzi na te pytania nigdy nie będą jednoznaczne. Niestety bohater komiksu Zabij albo zgiń nie mógł mówić o wyborach. Wpadł w układ z demonem żądnym rozlewu krwi. Ta mroczna postać, która wywarła tak silny wpływ na Dylana, od dłuższego czasu budziła we mnie sporo emocji. Ale oto nadszedł czas na zwieńczenie historii. I to, czego w nim doświadczamy, jest przepysznym deserem, od którego ślinianki nie przestają pracować nawet po łyknięciu ostatniego kęsa.

Zabij albo zgiń. Tom 4 rozpoczynamy razem z Dylanem w psychiatryku, który trafił tam po niefortunnym incydencie z udziałem współlokatora. Do naszego bohatera w końcu dociera, że jest mu potrzebna specjalistyczna pomoc. Pragnie się wyrwać z obślizgłych ramion demona, który nie zamierza go odstępować na krok, nawet jeśli nie doczeka się swojej śmiertelnej, comiesięcznej zapłaty. Dylan pragnie w końcu wyznać prawdę o sobie, jednak w tym samym czasie na nowojorskie ulice powraca mściciel, do którego zostają przypisane poprzednie morderstwa. Zatem czy Dylan w ogóle zabijał? Co dzieje się w jego psychice? Kim jest jego demoniczny prześladowca? Atmosfera gęstnieje, odpowiedzi są zamglone, a my pokonujemy kolejne kadry, oblizując z niecierpliwości wargi, czy nasz bohater w końcu uwolni się od plugawego upiora i dowie się prawdy o samym sobie.

Tym razem Brubaker postawił na większą liczbę wewnętrznych monologów, do których zdążył już przyzwyczaić nas w poprzednich tomach. Nie ukrywam, że to one od początku ujmowały mnie w tej serii najbardziej. A do tego brak czwartej ściany, co pozwala nam na traktowanie bohatera jak kogoś bliskiego, kto potrzebuje się nam wygadać. Jak przyjaciela, który stara się w naszych oczach rozgrzeszyć ze swoich występków, który oczekuje zrozumienia i rady. Uwielbiam taką formę opowiadania historii. Pomimo iż to już ostatnie spotkanie z Dylanem nie odczułam tu zmęczenia, na siłę zapełniania kolejnych scen i pośpiechu w zakończeniu tej mrocznej przygody. Nie brakuje zaskoczeń, doskonale nakreślonych emocji i ciekawych zwrotów akcji. A koniec jest spełnieniem. Jest zdumiewający, doskonale rozegrany i zapisuje się mocną kreską w pamięci. No i te rysunki, które cieszą oczy, nawet gdy przy nich nie ma słów.

Zabij albo zgiń. Tom 4 to perfekcyjnie zilustrowany i spisany finał przygód Dylana. Jestem zachwycona, ale i odczuwam lekki smutek, że muszę się pożegnać z tą historią i mścicielem, który nie był po prostu wykreowanym bohaterem, ale moim kumplem, a ja jego powiernikiem. Uważam, że ta seria jest jedną z najlepszych, jakie wyszły pod szyldem Non Stop Comics. I w moim przekonaniu jest to powieść graficzna, która przekona do siebie każdego fana porządnego thrillera psychologicznego oraz krwistego kryminału. Nie ma na co czekać, tylko zaproście Dylana do swojego domu i dajcie mu opowiedzieć historię swojego zabójczego życia.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Non Stop Comics
TAGI
PODOBNE WPISY