Książki

Chris Carter „Galeria umarłych” – piękno krwią naznaczone

Przez w dniu 24/04/2019

Rok. Tyle czekałam na nową powieść Chrisa Cartera. Odmierzanie miesięcy, potem dni, kreski na ścianach, przyciskanie nosa do szyby i patrzenie tęsknym okiem w gwiazdy w końcu skończyło się nagrodą w postaci Galerii umarłych. Gdy tylko zawitała ona w moich czterech ścianach chciałam się rzucić na nią jak ktoś na diecie na serową pizzę. Łykać bez żucia, wchłaniać bez opamiętania. W efekcie oddałam jej cały dzień i nie żałuje ani minuty z nią spędzonej. To był niezwykle przyjemnie ponury obraz makabry, zawiłości akcji, spektakularnych morderstw, od których skóra cierpnie nawet pod pachami. Serio. To była mocarna lektura, która powodowała, że mój umysł buchał parą od nadmiaru pracy, ślina zapomniała, do czego służy, a tego, co robił morderca już chyba nigdy nie wyprę z pamięci. W skrócie Chris Carter oszalał! A ja razem z nim!

O fabule Galerii umarłych, jak i o każdym innym „dziecku” Cartera lepiej niewiele mówić, bo można się otrzeć o niemile widziane spoilery. Oczywiście pojawia się seryjny morderca, który tym razem jest zdecydowanie jeszcze bardziej chory i wykręcony w moim odczuciu względem poprzednich powieści. Za jego dokonania bierze się nie tylko mój ukochany duet Hunter i Garcia, ale i zostają wciągnięci agenci specjalni ze FBI. To pierwsze zaskoczenie, które jak najbardziej wypada na plus dla całej opowieści. Podoba mi się sposób, w jaki pracują, jak odmienne mają podejście do przesłuchań, działań śledczych, czy badania samych ofiar. Sporo ciekawostek można wynieść z obserwacji ich pracy. Kolejną zaletą Galerii umarłych, jest wyjście autora poza granice Los Angeles, nie przypominam sobie, aby robił coś takiego w poprzednich tomach i to powodowało, że skala morderstw przerażała jeszcze dogłębniej. No i sam morderca. Przebiegły, inteligentny, realizujący plan nie do przewidzenia. Wielokrotnie drapałam się po głowie z niedowierzania i szoku, że nie potrafię totalnie nic rozgryźć.

W normalnych warunkach, nawet w nocy, ciało wystawione na działanie żywiołów, czy to w pomieszczeniu, czy pod gołym niebem, zwabiłoby owady w przeciągu kilku minut. Zaroiłyby się w ustach, nozdrzach, oczach i każdej otwartej ranie. W przypadku pozbawionych skóry zwłok całe ciało jest otwartą raną, czyli istnym rajem dla much.

Warto wspomnieć też o kwestii technicznej. Widać w tym kryminale bardzo dobre dopracowanie historii. Jest ona mocno poskręcana, jednak pomimo tego, nie gubiłam się w tym wszystkim. Faktycznie mózg pracował na najwyższych obrotach, ale to budziło tylko mój coraz większy podziw dla tej opowieści. Carter włożył wiele pracy, by uczynić ją nieodkładalną i zaskakującą na każdym nawet najdrobniejszym kroku. Pomimo tak bogatego już portfolio autor nie siada na laurach, tylko stara się dorzucić coś świeżego, pograć solówki na emocjach, wywołać zniesmaczenie splątane z przerażeniem w zupełnie niespotykany sposób. Ja to kupuje. To nowe podeście i sposób, w jaki postanowił naszkicować tę chorą, sprężystą i ociekającą krwią historię. To, co da się zauważyć, to wiele elementów wyciągniętych z thrillera psychologicznego, które powodowały zwroty akcji, przez które mocniej wbijałam paznokcie w fotel. Ba! Po raz pierwszy zeszkliły mi się oczy! Tego u Cartera, to ja się już totalnie nie spodziewałam. A sam finał pozostawił nieodpartą chęć na kolejną książkę. Tak to się robi!

Hunter się zaśmiał.

– Tak, rozumiem to doskonale. Nie wydaje mi się, żeby agentka specjalna Fisher zbytnio cię lubiła.

– Mnie? – Garcia zrobił zaskoczoną minę. Wyglądała niemal szczerze. – Niemożliwe. Wszyscy mnie lubią. Jestem uroczym, przystojnym, inteligentnym i zabawnym facetem. Czegóż tu nie lubić? – Uniósł ręce na wysokości piersi, rozłożył je szeroko, a dłońmi wskazał na siebie. – Dodatkowo jestem Brazylijczykiem. Wszyscy lubią Brazylijczyków, bo znamy sambę.

– A ty znasz sambę?

– Ni cholery. Ale to bez znaczenia.

Mój zachwyt eskaluje do niebezpiecznego poziomu, ale w przypadku Galerii umarłych jest to jak najbardziej zasłużone. Czy warto przeczytać? Nawet nie macie po co o to pytać. Książka jest napisana w brawurowy sposób. Nie brak jej pomysłu, niespodzianek, momentów smutnych, czy pełnych humoru. Podnosi ciśnienie, przyspiesza krew w żyłach, gimnastykuje umysł. A czytając kolejne słowa, dosłownie czuje się ich smak na języku. Myślę, że tak wygląda kryminalny ideał. I obstawiam, że tak jak ja oddacie tej książce całych siebie bez reszty.


Wpis powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga
TAGI
PODOBNE WPISY