Książki

Krzysztof Bochus „Lista Lucyfera” – śmierć pachnąca nadmorską bryzą

Przez w dniu 03/04/2019

Lubię inteligentnych morderców w literaturze. Takich, co skrupulatnie planują, są nieustraszeni i niezwykle błyskotliwi. Fascynują mnie ich umysły, motywy działania, pomysłowość przy odbieraniu życia swoim ofiarom. Takiego zabójcę miałam okazję poznać w ostatnich dniach za sprawą najnowszej powieści Krzysztofa Bochusa Lista Lucyfera. Autor jest znany ze swojego enigmatycznego cyklu retro kryminałów o Christiane Abellu. Tym razem osadził swoją opowieść w czasach współczesnych i zrobił to w tak spektakularny sposób, że początkowo ciężko było mi skleić słowa, aby wyrazić swoje uznanie dla tej powieści. Lista Lucyfera okazała się doskonała w swojej brutalności, inteligentnej intrydze, subtelności językowej. Kryminał bez uprzedzenia rozpalił mnie od środka, a ja nie nadążałam gasić tego żaru, aż w końcu mu się poddałam. I mimo iż książka już za mną, to ja czuje się jak na narkotycznym haju, bo nie często zdarza się, by jakiś kryminał tak stymulował mój mózg. Ten zrobił to z nieopisanym rozmachem.

Pewnego dnia dziennikarz Adam Berg odbiera telefon, który zmienia całe jego życie. Oto psychopata, który terroryzuje Trójmiasto, wybrał go sobie jako pośrednika, do przekazywania informacji na temat planowanych zabójstw. Jednak główny bohater nie zamierza być tylko łącznikiem i podejmuje walkę ze zwyrodnialcem. Współpracując z podinspektorem Andrzejem Suchym, wciąga się w dochodzenie, mające na celu ujęcie Lucyfera. Jednak morderca ma swój plan, który ciężko jest zburzyć. I tak wciągamy się w niezwykle przewrotną historię, gdzie niczego nie można być pewnym, za to wielokrotnie wpadamy w zachwyt nad tym, jak daliśmy się oszukać autorowi.

Rozerwał rolkę bandażu i pieczołowicie rozwinął ją na stole. Materia była miękka i śnieżnobiała, taka jak trzeba. Wiedział, że za chwilę, ta biel zostanie zgwałcona, nagle i bez ostrzeżenia krwistą plamą, która wypełznie na zewnątrz przez pory bandaża.

Nie mogłam się doczekać tej powieści. Pamiętam jak Krzysztof Bochus oczarował mnie po raz pierwszy. Już wtedy poczułam niewidzialną więź z jego twórczością, a Lista Lucyfera zdecydowanym ruchem ją przypieczętowała. Książka okazała się tak dobra, że gardziłam snem. Autor sprytnie wymieszał fikcję z historycznymi wydarzenia i doprawił to swoim estetycznym stylem, który hipnotyzuje od pierwszych fraz. Głównego bohatera nie da się nie lubić. Dociekliwy, brawurowy mężczyzna o magnetycznej aparycji, który poświęca się całkowicie sprawie, ryzykując przy tym swoje życie. Dodatkowym atutem jest fakt, że łączą go więzi rodzinne z bohaterem, którego mogliście poznać w poprzednich jego książkach. A to zdecydowanie dodaje smaku tej postaci. Bochus nie zapomniał również o innych postaciach, dając im szeroki wachlarz charakterów, które zdecydowanie dorównywały Adamowi Bergowi. Jest też Lucyfer. Człowiek o osobowości psychotycznej który, mimo iż odpycha swoim podejściem do ludzkiego życia, to jednocześnie pobudza do poznania go dogłębnie. Autor nie bał się również rozpiętości gatunkowej. Bo obok kryminału znajdziemy tu zagrywki typowe dla thrillera psychologicznego, jak również skrawki obyczaju, czy romansu. Wszystko wyważone i podane na tacy subtelności i dopracowania.

Lucyfer był czystym złem, jego esencją, rakotwórczą i złośliwą, czepliwą jak rozgrzany asfalt przywierający do podeszwy butów. To nie był dobry moment na hamletyzowanie, to był czas działania. I nawet jeśli nie sam dokonał tego wyboru, czuł, jak nieuchronność tego starcia rozgrzewa mu krew w żyłach.

Naszkicowani bohaterowie, wybornie rozplanowana intryga i chwytające za serce zwroty akcji okazały się fenomenalnym przepisem na kryminał, który rozsiada się w głowie, jak mąż w fotelu, po całym dniu pracy, a my mu podajemy z uśmiechem naszą uwagę, nie patrząc na ulatujące godziny. Czytając Listę Lucyfera, powracałam do ulubionych dzieł malarskich, doczytywałam ciekawostki historyczne, które Bochus z upodobaniem wplatał w fabułę. Doceniałam nawet kreatywne tytuły rozdziałów, które rozpalały pożądanie do poznania dalszych losów naszego bohatera. Gdybym chciała wskazać jakiś mankament, to byłaby to objętość książki. Powinna być dłuższa! Bo z żalem i łzą tańczącą w oku odkładałam ją na półkę. Dla takich kryminałów zatracenie nabiera nowego wydźwięku.

Lista Lucyfera to mistrzowski i inteligentny kryminał pachnący bestialskimi mordami, za którymi stoi kunsztowna, realistyczna historia, która zachwyci nawet najbardziej wymagającego amatora mrocznych, brudnych i pełnych śmierci opowieści. Uważam ją za jedną z najlepszych premier tego roku, która spokojnie może zapuścić korzenie na podium. Dlatego się nie zastawiajcie. Tylko kupcie ją. Już. Teraz.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Skarpa Warszawska
TAGI
PODOBNE WPISY