Książki

Adrian Bednarek „Pasażer na gapę” – czubkolandia, ciepłe wytrychy i ten trzeci

Przez w dniu 13/05/2019

Zwyrol. Sadysta. Bestia w ludzkiej skórze. Człowiek, który ze swoich barbarzyńskich czynów jest dumny. Pragnie ich, podniecają go, potrzebuje ich, by poczuć spełnienie. Poznałam takich wielu. Na szczęście tylko na kartach powieści, gdzie policja walczy o dobro, a ów człowiek ma gdzieś ludzkie życie i robi to, by coś udowodnić. Aby wyrazić swoje emocje. Jedni kopią stojący taboret, inni sięgają po nóż. Tym razem poznałam kolejnego mordercę. Wyrachowanego, obleśnego, niechcianego. Wykreował go Adrian Bednarek i usadowił w swojej nowej książce Pasażer na gapę. Ten kryminał pokazał mi, że okrutnych czynów może dopuścić się każdy, to jedynie zależy od sytuacji, w jakiej się znajdzie. Historia opowiedziana przez Bednarka to karuzela ludzkich zachowań, od których momentami soki trawienne dochodziły do wrzenia. Pomimo iż opowieść sprawia wrażenie nieskomplikowanej, to z rozdziału na rozdział łaknienie rośnie. To była chora przygoda, ale i cenna lekcja, którą dobrze zapamiętam.

Młody złodziej Maciek przebywa w zakładzie psychiatrycznym. Przychodzi dzień, w którym ma się spełnić jego pragnienie – ucieczka ku wolnością, w której pomaga mu jego partnerka Magdą. Jego skrupulatny plan może jednak nie wypalić, bo oto do jego pokoju zostaje przydzielony nowy współlokator. Maciek nie wiele myśląc, zabiera Nowego ze sobą. Od tego momentu zaczyna się walka o upragnioną wolność, spokój i normalne życie. Jednak Nowy ma trochę inny plan.

Pasażer na gapę to historia trójki bohaterów. Zakochanej pary złodziei – Maćka i Magdy oraz tego tajemniczego trzeciego – Konrada. Mężczyzny, który skrzętnie ukrywa powód swojego pobytu w psychiatryku i z niebywałym sprytem stara się zrobić wszystko, by osiągnąć swój cel tuż po jego opuszczeniu. Bednarek doskonale wykreował swoje postaci. Podoba mi się, że żeńska bohaterka jest twarda, inteligenta i doskonale zorganizowana. Polubiłam jej sposób myślenia. Maciek był dla mnie trochę ciapowaty, momentami brakowało mu jaj, co sumiennie nadrabiała jego partnerka. Ich historia od początku jest przeplatana z bieżącymi wydarzeniami, przez co łatwiej zrozumieć to, co ich połączyło i trzyma do dziś. Natomiast Konrada poznajemy stopniowo. Na spokojnie, skrawek po skrawku. Jest typem, który obrzydza. Bywa obleśny i władczy. Niejednokrotnie budził we mnie strach. Ma swoją złą przeszłość, która odcisnęła głębokie piętno na tym, jakim stał się człowiekiem. Autor już w cyklu z Kubą Sobańskim trafnie ukazał umysł psychopaty, a tu pokazał, że staje się od tego ekspertem, co nie ukrywam, mnie przeraża i fascynuje jednocześnie.

Wreszcie usiadł obok niej. Już ją bolała szyja od ciągłego zerkania we wsteczne lusterko. Patrzyła głównie na Maćka, chciała nacieszyć się jego widokiem. Ale czujnym okiem obserwowała tego faceta. Konrada. Lampił się w okno albo na jej dłoń. Gdy zmieniała biegi jego twarz przybierała obrzydliwy wyraz, zupełnie jakby sobie wyobrażał, że ściska jego kutasa, a nie wysłużoną gałkę zmiany biegów.

Oprócz bezbłędnych bohaterów autor zadbał też o bardzo dynamiczną akcję. Nie ma tu miejsca na pauzy, głębokie wywody, zapychające opisy. Narracja trzecioosobowa i krótkie rozdziały powodują, że człowiek zatapia się w historii jak w wannie z przyjemnie ciepłą wodą i nie ma zamiaru z niej wychodzić, dopóki nie dojdzie do finału. Styl jest dość prosty, sporo wulgaryzmów, nieco slangu. Nie brakuje również scen seksu, które na szczęście nie przygniatają fabuły. Mały minus dałabym za finał historii, dla mnie mógłby być nieco bardziej dramatyczny, ale to tylko moje odczucia. Nie obyło się również od kilku okrutnych scen, które mnie, twardą w tej kwestii czytelniczkę, poruszyły nieoczekiwanie zbyt mocno. Zdarzyło się, że odwracałam oczy i starałam się przełknąć kwaśny smak, który pozostał po przeczytanych opisach. Jestem pod wrażeniem, że ktoś potrafi mnie jeszcze obrzydzić. Bednarkowi się udało, aż za dobrze.

Pasażer na gapę to historia z pozoru banalna, jednak dotyka wielu problemów, szczególnie tych najbliższych nam, o których się słyszy, czyta, ale nie mówi głośno, bo wstyd, bo co ludzie powiedzą. Adrian Bednarek zabawił się konstrukcją, skupił się na bohaterach i przekazie, nie zapomniał o drobnym szoku, który doskonale podkreślił ostrość opisywanej historii. Z przyjemnością sięgnę po kolejne książki autora, a Wy sprawdźcie, dlaczego lepiej nie ryzykować brania pasażera na gapę.

TAGI
PODOBNE WPISY