Książki

Alek Rogoziński „Raz, dwa, trzy… giniesz ty!” – czyli na planie filmowym nie wszystko jest udawane

Przez w dniu 10/06/2019

W obecnych czasach wydawać by się mogło, że ciężko jest zrobić porywający kryminał bez komisarza z problemami, wnętrznościami, które mają powodować, że bledniemy na twarzy, a morderca jest nieuchwytny jak Uber w sobotnią noc. Jednak takim powiewem rześkiego wiatru są w tym wypadku komedie kryminalne. Nie czytam ich dużo, ale jeśli już sięgam, to ich głównym zadaniem obok wciągnięcia mnie w całą intrygę jest wywołanie krzywizny ust potocznie nazywanej uśmiechem. W tej kategorii moim faworytem jest Alek Rogoziński. Sięgam po niego, właśnie gdy potrzebuje oczyścić umysł od dusznych historii wypełnionych krzykiem ofiar. Ostatnio nakładem Skarpy Warszawskiej wyszła książka Raz, dwa, trzy… giniesz ty! i jestem uradowana, że wpadła w moje ręce i wyrwała mnie na dobrych kilka godzin z mojego uzależnienia od brutalnych seryjnych morderców. Bawiłam się jak na dobrze zakrapianej imprezie, nie miałam po niej nieznośnego kaca, a na dowód mam dla Was kilka refleksji po jej lekturze.

Historie, które tworzy Alek Rogoziński, są dla mnie jak solony karmel. Kremowe, miękkie z nutą zaskoczenia. Tym razem autor postawił w samym środku powieści plan filmowy, który wypełnił najróżniejszymi osobowościami, uwypuklając ich wady, jak i wskazując z przymrużeniem oka, jak działa się w tej branży. Opowieść zaczynamy od poznania młodej dziennikarki Agnieszki która, aby dostać pracę w poczytnym czasopiśmie ma za zadanie napisać reportaż z planu filmowego. Jednak nim rozpędzi się ze swoimi notatkami, na miejscu dochodzi do zbrodni, na którą odpowiedzi trzeba będzie poszukać w tragicznym zdarzeniu z przeszłości.

To, co da się od razu zauważyć w Raz, dwa, trzy… giniesz ty! to, że autor wyrobił swój styl. Język jest dojrzalszy, dowcipy subtelniejsze i komizm nie wiedzie prymu w całej opowieści. Jest zachowany umiar pomiędzy warstwą kryminalną i komediową, co pozwala mocniej wbić się w opowiadaną historię, a nie tylko czekać na kolejne trafne porównanie lub żart sytuacyjny. Rogoziński skupił się na intrydze, która została sprytnie splątana, zahaczając o przeszłość, co nadaje jej ostrzejszego i przede wszystkim ciekawszego smaku. Uwielbiam w jego książkach tę mnogość bohaterów i brak wskazywana kogo powinniśmy lubić, a kogo nie. Pozwala nam samodzielnie rozdawać sympatię i na spokojnie odkrywać kolejne grzechy, którymi chętnie obsypuje swoje postaci. Tym razem nie było inaczej.

Podoba mi się również, że tak swobodnie przychodzi autorowi ukazywanie świata celebrytów. Widać jego obeznanie w tym temacie i, że branża potrafi być bardziej gorzka i kwaśna, niż może nam się wydawać, gdy patrzymy na uśmiechnięte selfiaki gwiazd na Instagramie. Co do samej kryminalnej płaszczyzny to jest pełna akcji, trup ściele się gęsto, mordercą może być po prostu każdy. W pewnym momencie już nawet i siebie o to podejrzewałam. I tak od zbrodni, poprzez pokręcone śledztwo wypełnione złowrogim uśmiechem doszłam do finału, który trafnie spiął wykreowaną historię. Bawiłam się wybornie, przewietrzyłam umysł, a teraz czas byście i Wy pooddychali powietrzem, które wypełnia niebezpieczny plan filmowy, na którym nie wszystko jest udawane.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Skarpa Warszawska
Wywiad z Alkiem Rogozińskim

Wywiad ze ścianą😅, a przy okazji z Alek Rogoziński 😁___________Pocisk magazyn literacko-kryminalnySkarpa WarszawskaTeamPocisk

Opublikowany przez Zaciesz Niedziela, 26 maja 2019
TAGI
PODOBNE WPISY