Książki

Max Czornyj „Trauma” – nie każdy może być mistrzem gry

Przez w dniu 12/06/2019

Max Czornyj w tym roku niebezpiecznie przyspieszył tempo pisania swoich książek. Ledwo wyszłam ze Ślepca, już za rogiem mrugał do mnie serial audio Terror, a nim zrobiłam krok w bok, wdepnęłam w Traumę. Ta ostatnia to kolejna odsłona cyklu o komisarzu Eryku Deryle. Nastawiałam się na sadystycznego mordercę. No i był. Liczyłam na skrawki życia osobistego Deryły. No były. Wciągające tło. Niestety niekoniecznie. O ile kocham książki wypełnione odczłowieczeniem i brutalnością, to jednak te elementy nie wystarczą, by spowodować ekstazę mojej wyobraźni. Jestem fanką czornyjowego stylu i jego ciekawych kompozycji stylistycznych. Jednak po lekturze Traumy mam mieszane uczucia, które nieco poszczypały moje serce, które przy Grzechu oddałam autorowi bez zająknięcia. Ale po kolei.

W Traumie mamy powrót do znanych nam już bohaterów, ale tym razem przyjdzie im się zmierzyć z Mistrzem Gry, który rozpoczyna swoją śmiertelną zabawę od wysłania nietypowego listu do jednej z lubelskich gazety. W tym samym czasie policja odkrywa bestialsko potraktowane zwłoki. Zaczyna się śledztwo, w którym do Deryły dołącza podkomisarz Tamara Haler. Brzmi intrygująco? Bardzo. Jednak o ile pomysł powoduje intensywniejszą pracę ślinianek, to nie do końca wszystko wypadło dobrze.

To, co pierwsze mnie ugryzło, to skromna budowa historii. Oprócz śledztwa i bezlitosnych działań mordercy dostajemy niewiele. Akcja jest dość mocno rozciągnięta i jedynie kolejne zwłoki nadawały mocniejszy akcent. W działaniach Mistrza Gry czuć trochę inspirację serią filmową Piła, chociaż tu plus za kreatywność, bo faktycznie same pomysły na uśmiercanie były bardzo dobre i szokujące jak należy. Inną rzeczą, która mnie irytowała, było używanie przez autora nazw marek zamiast nazywanie rzeczy po imieniu. Nie wnosiło to nic do fabuły i dla mnie było zbyteczne. Tak samo, jak powtarzanie jaką melodię na dzwonku ma Deryło. Dla mnie równie dobrze mógłby mieć włączony tryb wibracji i byłoby ok. Wracając jeszcze do mordercy, to dość łatwo go było rozgryźć, niemniej nie psuło to zabawy przy dalszym czytaniu.

Na plus wypadło wprowadzenie nowej postaci. Haler polubiłam już od pierwszej sceny z jej udziałem. Ciekawa, inteligentna i logicznie myśląca kobieta, która pomimo dużej wiedzy i umiejętności nie przytłaczała swoją osobą. I tak jak ja kocha draże! Urzeka mnie, że Czornyj przekrada do swoich książek głębsze przesłania. Ty razem pojawia się temat oddawania narządów po śmierci. To bardzo mnie poruszyło i mam nadzieję, że w kolejnych powieściach będzie kontynuował swoją misję uświadamiania o społecznych sprawach. Jeśli chodzi o styl, to nadal jestem zauroczona jak nastolatka po pierwszej prawdziwej randce. Zdania wyważone, dobrze nacechowane emocjami, a wplecenie komentarzy nadało fabule realizmu.

Zatem czy warto przeczytać Traumę? Oczywiście, że tak. Szczególnie jeśli jest się fanem autora. Może w tej odsłonie trochę przygasł i nie obyło się bez paru drzazg, niemniej bawiłam się dobrze, a po zakończeniu pomyślałam „Niech Cię Maxie Czornyju!”. Czyli efekt łaknienia na więcej jak najbardziej zachowany. To jak, kto ma ochotę zagrać o życie?


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Filia Mroczna Strona
TAGI
PODOBNE WPISY