Książki

Beth O’Leary „Współlokatorzy” – intymna relacja napędzana karteczkami

Przez w dniu 04/07/2019

Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam coś innego niż kryminał czy thriller. W inne gatunki bawię się, tylko jeśli chodzi o filmy, ale książkowo nigdy nie było mi po drodze z typowymi historiami miłosnymi. Może to przez te upały, a może przez chęć oczyszczenia umysłu postanowiłam sprawdzić czy komedia romantyczna na papierze może mnie oczarować. Czy poczuje to ciepło na sercu, ten zastrzyk niepewności co do losu bohaterów, a przede wszystkim czy zapomnę o całym świecie i dam się poprowadzić ścieżkami życia danych postaci. Ku mojemu zaskoczeniu Współlokatorom autorstwa Beth O’Leary udało się to w stu procentach. Żałowałam, że lektura skończyła się tak szybko, bo brytyjska pisarka stworzył opowieść o niespodziewanej miłości ludzi, którzy nie są wymuskani, głupio postępujący lub irytujący swoimi osobowościami. Było naprawdę emocjonalnie, ciekawie i urzekająco, dzięki czemu będę tę książkę z przyjemnością wspominać.

Współlokatorzy to historia Tiffy i Leona, którzy pomimo życia w jednym mieszkaniu i spania w jednym łóżku, nigdy się nie widzieli. Jedyny ich kontakt między sobą, to wiadomości zostawianie na samoprzylepnych karteczkach. Autorka raczy nas naprzemienną narracją bohaterów, powoli wciągając w ich światy, wywołując ogrom uczuć i ciekawość, co do finału tej nietypowej relacji.

Ta książka pokazuje, że można stworzyć romantyczną, optymistyczną i refleksyjną opowieść nie obdzierając jej z wiarygodności, nie robiąc z bohaterów schematycznych modeli znanych z ekranów i pomijając wulgarne sceny łóżkowe. Tiffy i Leon to naturalni ludzie ze swoimi wadami, problemami osobistymi i marzeniami. Możemy się z nimi utożsamiać, kibicować lub gardzić ich decyzjami. Pomimo iż wiem, jak zazwyczaj kończą się komedie romantyczne, nie zabrakło tu zwrotów akcji, które szarpały moimi emocjami, przez co nie miałam ochoty przerywać czytania. Na plus wypadają też karteczki, które dogłębnie mnie zachwyciły. To taka prosta, ale jednocześnie intymna korespondencja, która tutaj idealnie nadała tempo relacji bohaterów.

Uświadamiam sobie, że Leon może być świrem. Samo przechowywanie szalików nie jest dziwaczne, ale możliwe, że to wierzchołek góry lodowej. Poza tym w worku jest ich całkiem sporo – co najmniej dziesięć. A jeśli je ukradł? Cholera. Może to trofea po zamordowanych kobietach? Może jest seryjnym zabójcą. Zimowym zabójcą, który atakuje tylko wtedy, gdy ludzie noszą szaliki.

Styl autorki jest prosty, ale przy tym przyjemny i przemyślany. Narracje bohaterów są zróżnicowane i doskonale ukazują charaktery obu postaci. Ujął mnie również fakt, że w książce obok głównego wątku nie zabrakło tych pobocznych, które dodawały całej opowieści jeszcze więcej wariacji smakowych i poruszały dość ważne tematy społeczne, z którymi akurat nie często spotykam się w czytanych przeze mnie książkach. Podoba mi się, że pod przykrywką komedii romantycznej dostajemy historię wartościową i subtelną, przy której pojawia się błysk w oku i ciepły uśmiech, którym bohaterowi z rozdziału na rozdział coraz bardziej nas zarażają.

Może tego rodzaju literatura nie wejdzie na stałe do mojego czytelniczego harmonogramu, ale od czasu do czasu chętnie sprawdzę, co piszczy w literackiej trawie romansów, bo Współlokatorzy uświadomili mnie, że są historię, które zachwycają i warto dać im szansę.

TAGI
PODOBNE WPISY