niszcz powiedziała
Książki

Piotr Rogoża „Niszcz, powiedziała” – miejska opowieść pełna mieszanych uczuć

Przez w dniu 24/09/2019

Głównymi składowymi dobrego thrillera powinny być napięcie, ciekawość i tajemniczość. Lektura powinna wyciskać ze mnie nerwowe krople potu, zabierać sen, nie pozwalać o sobie zapomnieć. Dlatego, gdy brałam do ręki Niszcz, powiedziała autorstwa Piotra Rogoży, właśnie na takie emocje się nastawiałam. Nieznany mi autor, tło opowieści osadzone w Warszawie, z którą docieram się od kilku lat i tajemnica, która powinna mnie wgnieść w wydeptane, miejskie ulice. Niestety sam pomysł to jedno, a wykonanie to już inna bajka. Przez to książka Rogoży wprowadziła mnie w spore zakłopotanie. Problemem nie jest styl autora, lecz sposób, w jaki ta powieść została sprzedana. Biłam się z myślami, jak oddać myśli związane z tą lekturą i jedno jest pewne, że Niszcz, powiedziała, to powieść miejska z dreszczykiem i w takich kategoriach powinna być rozpatrywana.

Historia stworzona przez Piotra Rogoże skupia się na życiu Szymona Pelawskiego, który pracuje jak copywriter. Traci dziewczynę, ale nie zamierza się z tego powodu dołować. Do tego traci pracę, ale nadzwyczaj szybko znajduje kolejną. Co zyskuje? Podziw wśród nowych współpracowników, wizję pracy marzeń i kłopoty, których nie sposób przewidzieć. A wszystko zaczyna się od tego, gdy jego hasło reklamowe dla akcji krwiodawstwa zostaje wykorzystane przez terrorystów. Brzmi to, jak naprawdę wciągająca historia, obok której ciężko przejść obojętnie. Jednak wiele aspektów tej książki zgrzyta jak pordzewiałe drzwi od piwnicy i przez to powoduje, że czytelnik, zamiast ocierać ślinę z niedowierzania, czeka niecierpliwe na jakiś twist. Co gorsza, to czekanie nie zostaje niestety odpowiednio nagrodzone.

Gdy tylko zaczęłam Niszcz, powiedziała, zwróciłam uwagę na styl pisarski autora. Nazwałabym go błyskotliwym, miejskim, dość lekkim, chociaż nie pozbawionym ciekawych poetyckich metafor i porównań. Nie chciałabym nazywać go żulczykowym, ale jest bardzo do niego zbliżony. Narracja pierwszoosobowa wypada tu znakomicie i należy się plus za krótkie rozdziały, których jestem zwolenniczką. Wsparcie własnymi doświadczeniami przy zobrazowaniu pracy coprywritera jest dużą zaletą, chociaż momentami miałam już przesyt opisów z tym związanych. I o ile czytało mi się dość przyjemnie o życiu Szymona, to jednak cały czas czekałam na jakieś napięcie, na strzał między oczy. Ale próżno tutaj szukać takich emocji. Nie wiem, z czego to wynika, ale pomimo zgrabnego języka i sympatycznie poprowadzonej opowieści Rogoża jakoś nie zadbał o odpowiednie chwyty za gardło. Nie ma tu miejsca na cliffhangery, które byłyby znakomitymi zwieńczeniami rozdziałów, jak i informacje o działaniach tajemniczych terrorystów zostały przedstawione bez jakiegoś niepokoju ze strony głównego bohatera.

Niszcz, powiedziała określiłabym mianem powieści miejskiej, obyczajowej z drobnymi elementami sensacji. Więcej uwagi poświęca się w niej samemu bohaterowi, który wykazuje się kreatywnością w pracy, słabością do alkoholu i brakami w pewności siebie, niż intrydze związanej ze śmiercią różnych osób i kolejnymi działaniami tajemniczego mordercy. No i jeszcze te liche rozwiązanie zagadki względem całej historii. Przez to bardzo ciężko było mi ocenić tę książkę. Autor raczy nas ciekawymi spostrzeżeniami na temat świata, ludzi, czy nawet samotności, ale zapomina, że przecież miał to być thriller. A może ja po prostu nie jestem odpowiednim odbiorcą i nie zrozumiałam tej opowieści, bo zbytnio zabłądziłam pomiędzy kolejnymi wierszami? Pomimo moich mieszanych uczuć uważam, że Niszcz, powiedziała znajdzie swoich fanów, bo jest to nietypowa historia w miejskim klimacie, na którą warto zwrócić uwagę, szczególnie że nie brak jej trafnych obrazów rzeczywistości i myśli, przy których kiwa się głową z aprobatą.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Marginesy
TAGI
PODOBNE WPISY