max czornyj klątwa
Książki

Max Czornyj „Klątwa” – skóra pęka, krew tryska, lekko nie będzie…

Przez w dniu 03/11/2019

Lubię oczekiwanie na premierę książki ulubionego autora. To jak czekanie w kolejce w najlepszej restauracji, gdzie mistrz kuchni już za te kilka minut poda naszą ulubioną potrawę, od której dostaniemy orgazmu przełyku. W przypadku Maxa Czornyja to oczekiwanie bardzo mocno się skraca. Autor w tym roku stara się nam zrobić dobrze praktycznie co dwa miesiąc. Dla fana jego twórczości jest to nieopisane szczęście, jednak nie zawsze ta ekstaza sięga zenitu. Klątwa to ostatni kryminał w tym roku, jaki sprezentował nam Czornyj. Jest to pozycja na jeden chłodny wieczór, do tego oblana jak to u Maxa brutalnością, ale i niepozbawiona momentów zbyt mocno oderwanych od rzeczywistości, wręcz abstrakcyjnych, o których w przypadku poprzednich tomów cyklu o Deryle nie było mowy. Moje emocje zostały poszarpane, nie brakowało szczypty perwersji, ale czy to wystarczyło abym osiągnęła upragnione spełnienie?

W Klątwie dostajemy zabytkowy hotel na odludziu oraz sześć nieświadomych gości, którzy zostali zwabieni do niego tajemniczymi zaproszeniami. Dodatkowo pojawia się tam przypadkowo Deryło, a potem i jego partnerka Haler, którą mogliście poznać w Traumie. Kolejne osoby zaczynają ginąć, a przed kryminalnym duetem pojawia się wyzwanie, by odkryć, kto za tym wszystkim stoi.

Fabuła jest typowym schematem przywodzącym na myśl Dziesięciu murzynków Agathy Christie. Makabryczna rozgrywka powoli prowadzi nas do celu, a rozdziały o tym, co działo się wcześniej, dają nam wskazówki, co do postaci mordercy, jak i pokazują, kim są poszczególni goście górskiego hotelu. Schematyczność prowadzonej opowieści nie jest takim mankamentem, jakim są niektóre sceny ocierające się o zbytnie oderwanie od rzeczywistości, do tego momentami brak im logiczności. Autor przyzwyczaił nas, że jego historie twardo stąpają po ziemi, tutaj mam wrażenie, że Czornyj mocno odfrunął i po prostu skupił się na tym byśmy się dobrze bawili, a nie zastanawiali, czy to wszystko ma sens.

Co do samej zabawy, faktycznie była bardzo dobra. Czytało mi się to bardzo sprawnie i pomimo obrzydliwości wprowadzonych do poszczególnych morderstw, łykałam je, jakby to były ulubione czekoladowe cukierki. Jestem fanką zamkniętych przestrzeni i ograniczonej liczby podejrzanych, więc ta wtórność fabularna absolutnie mi nie przeszkadzała w delektowaniu się historią, bo w tym wypadku bardziej interesowało mnie, dlaczego ktoś przekracza granice i posuwa się do eliminacji, a nie kim w rzeczywistości jest ta postać. W Klątwie dostałam intrygującego mordercę, którego niespiesznie przyszło mi odgadnąć. Nie zabrakło też wtrąceń historii życia Deryły, która przewija się przez wszystkie tomy. Finał dobry, ale nie powodujący opadu szczęki.

Mam mieszane uczucia względem tej książki. Z jednej strony jest to niezły kryminał, ale z drugiej od Maxa Czornyja wymagam już trochę więcej niż „niezły”, czy „dobry”. Nie ma co tu kryć, że autor bardzo skacze poziomem w swoich książkach, przez co ja staje się również coraz surowsza w ocenie. Jednak pomijając moje osobiste podejście, polecam poznać Klątwę, bo jest to przyjemna, niewymagająca lektura, która idealnie wpisuje się w jesienne wieczory pod kocem.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Filia Mroczna Strona
TAGI
PODOBNE WPISY