Książki

Adrian Bednarek „Córeczki” – traumy, dramaty, a akcja?

Przez w dniu 11/12/2019

Boję się ostatnio sięgać po nowe książki. Zdecydowanie częściej trafiam na historie mocno wyssane z palca, nieprzemyślane, nudne lub po prostu nie są nawet thrillerami, jak dumnie krzyczy nalepka na okładce. Po nieudanych, głośnych premierach staram się zawsze podkarmić moją czytelniczą duszę pozycjami od ulubionych autorów. Niestety ostatni miesiąc pokazał, że tam też można się naciąć i to tak, że ciężko tę krew rozczarowania zatamować. Zawiódł mnie Czornyj Klątwą, teraz zdołował mnie Bednarek Córeczkami. Może ja jestem zbyt wybredna, zbyt wymagająca, a może po prostu jestem z kryminałami i thrillerami już w starym małżeństwie, które potrzebuje masę wysiłku, by znowu pojawiły się iskry namiętności. Jedno jest pewne, że Córeczki to zupełnie inny Adrian Bednarek, z którym na drugą randkę w tym stylu na pewno bym nie poszła.

Córeczki to historia dwóch dziewczyn Ewy i Poli, które w młodym wieku przeżyły traumę, wywołaną przez mordercę zwanym Strach na Wróble. Książka pokazuje nam jak teraz już młode kobiety, radzą sobie z dramatami przeszłości i jakie piętna te wydarzenia na nich odcisnęły. Do tego nadarza się okazja, by dokonać zemsty na mordercy, więc dziewczyny zaczynają prowadzić śledztwo na własną rękę, aby dowiedzieć się, dlaczego Strach na Wróble wybrał wtedy właśnie je.

Okładkowy opis jest kuszący, ilość stron lekko zatrważająca, a historia niestety bardzo nużąca. Mając tyle stron do dyspozycji, autor powinien skupić się na podsycaniu napięcia, pobawić się twistami, a przede wszystkim pozwolić nam pokibicować bohaterkom. W Córeczkach natomiast dostajemy obszerną opowieść o kobietach z ich problemami, relacjami z matkami i osobistymi przemyśleniami. Morderca gdzieś tam jest, ale przez pół książki nawet mnie nie ciekawiło gdzie. Charakterystyka bohaterek jest niby bogata, ale autor nie spowodował, że przywiązałam się do którejkolwiek. Irytujące panny, jedna zepsuta bardziej od drugiej i przy tym nazbyt pewne siebie w podejmowanych decyzjach. Może i to, kim się stały, było wywołane traumatycznymi zdarzeniami z przeszłości, ale nie zmieniało to faktu, że nie chciałam, żeby im się udało, nie było mi ich żal i nie znalazłam w sobie współczucia, które przy pewnych sytuacjach wręcz powinno wypełnić moje serce. Szkoda.

Sam pomysł na mordercę i motyw jakim się on kierował, gęsiej skórki na mojej skórze nie wywołał. Bednarek przyzwyczaił czytelników do mocnych scen, niesamowitych cliffhangerów, a tu odniosłam wrażenie, jakby to nie on napisał tę historię. Pochwalam autorów za próbowanie czegoś innego, sprawdzanie nieudeptanych ścieżek, zabawy konwencją. Ale tutaj to nie zagrało, a do tego miażdżąca liczba stron działała tylko zniechęcająco. Jedyne co broni się dla mnie w Córeczkach to sam styl autora, który jest bliski poprzednim dziełom. Reszta to niestety usypiająca opowieść obyczajowa przepełniona wynurzeniami głównych bohaterek z drobnymi elementami thrillera. Zawiodłam się i liczę na poprawę w przyszłych powieściach.

TAGI
PODOBNE WPISY