ostatni hanna jameson
Książki

Hanna Jameson „Ostatni” – postapokaliptyczna sielanka

Przez w dniu 08/01/2020

Nienawidzę być oszukiwana przez wydawnictwa. Nie lubię, jak wmawia mi się, że jakaś książka jest dokładnie tym czy tamtym gatunkiem, a ja niczym wygłodniała hiena rzucam się z zębami na historię, a potem kończy się to kilkudniową niestrawnością. Ostatni autorstwa Hanny Jameson zareklamowany został jako horror. Dostajemy świat po wybuchu bomb nuklearnych, ogromny hotel gdzieś w Szwajcarii i grupę ludzi, która w nim pozostała i pragnie jakoś ułożyć swoje życie po „końcu świata”. Okładkowy opis podnieca jak dwutygodniowy urlop na Karaibach, ale im dalej w tej historii się zagrzebałam, tym byłam coraz bardziej rozgoryczona. Nie ma tu horroru, nie ma nawet thrillera. Jest to opowieść obyczajowa pragnąca być czymś przypominającym postapokaliptyczną opowieść o przetrwaniu, ale w moim odczuciu niestety nawet nie liznęła jej pięt. Dlaczego? Czytajcie dalej.

Ostatni jest napisany w formie postnuklearnej kroniki, która wychodzi spod pióra amerykańskiego historyka Jona Kellera. Jest on głównym bohaterem i zarazem naszym przewodnikiem, który nim doszło do ataku nuklearnego, brał udział w konferencji naukowej w szwajcarskim hotelu. Jego oczami poznajemy świat po zagładzie, jak i z jego perspektywy obserwujemy życie mieszkańców hotelu. Styl autorki, jak i kompozycja opowieści wypada dość przyjemnie. Bez dłużyzn, irytujących wywodów i zapychających opisów. Aczkolwiek zabrakło w tym odpowiedniego klimatu dla postapo rzeczywistości.

Pierwsza połowa książki naprawdę mnie wciągnęła. Napięcie było budowane stopniowo. Autorka podsycała ciekawość czy to tajemniczym morderstwem, czy przesłuchiwaniami kolejnych lokatorów w celu odkrycia prawdy zarówno o samym hotelu, jak i o trupie, który przypadkowo został odkryty. Jednak za połową wszystko zaczęło się robić miałkie. W bohaterach nie było czuć strachu. Nie głodowali, nie cierpieli, nawet niespecjalnie się ze sobą ścierali. Nawet paliwo w samochodach, czy naboje nie miały końca! Trochę poćpali i popili alkoholu dla rozluźnienia, nawet uciekali w seks, ale nic poza tym. Większość z nich przedstawia swoje historie związaną z przybyciem do tego hotelu, ale one w większości nic nie wnoszą. Czy faktycznie po wybuchu siedzielibyśmy tak bezczynnie i czekali, aż skończą się zapasy? Nie sądzę.

Żałuję bardzo, że pomimo początkowego mroku i ciekawie prowadzonej fabuły wszystko doszło donikąd. Zakończenie i rozwiązanie wszystkich wątków wolę przemilczeć. Jestem rozczarowana, bo uwielbiam poznawać opowieści w klimacie postapokaliptycznym, oglądać filmy w tej tematyce, kiedyś nawet nałogowo grałam w Fallouta. I mam pewne wyobrażenie o świecie po wybuchu, którego w Ostatnim nie odczuwają ani bohaterowie, ani tym bardziej czytelnik. Brak tu strachu, zezwierzęcenia, walki, czy chęci podjęcia podróży, aby odnaleźć bliskich lub po prostu innych ocalałych. Nazwałabym to postapokaliptyczną sielanką, której ja nie kupuje. Co nie zmienia faktu, że osoby, które lubią historie obyczajowe, odnajdą się w tej książce i nawet będą zachwycone psychologią, czy relacjami pomiędzy bohaterami, ja niestety nie tego oczekiwałam od postnuklearnej historii.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Czarna Owca

TAGI
PODOBNE WPISY