Książki

Marcel Moss „Nie patrz” – ulga w cierpieniu

Przez w dniu 05/02/2020

Lubię czytać książki, które otwierają przede mną tematy, o których nie mam zwyczaju czytać na co dzień. W Nie patrz Marcel Moss tych tematów poruszył tak dużo, że zaczęłam się zastanawiać, o jak wielu sprawach wolimy milczeć. Jak bardzo nieswojo czujemy się rozmawiając o fetyszach, które wychodzą poza naszą wyobraźnie, o bólu, który daje przyjemność, o pragnieniach, które wiążą się z pogardą i są niemoralne w oczach wielu ludzi. Moss postanowił pokazać w swojej książce, że jeżeli coś nas nie dotyczy, nie znaczy, że nie istnieje i tym samym powinniśmy nie brać się za wyrażanie negatywnych opinii, które napędzane są zwykłym niezrozumieniem. Ta książka będzie dla Was lekcją życia, która daleka jest od pudrowych kadrów z Instagrama.

Nie patrz to druga książka autora po Nie odpisuj, która zszokowała fanów thrillerów. Nie czytałam debiutu autora, ale zaobserwowałam w recenzjach wyraźne podziały, wynikające z tematów poruszanych przez Mossa. Negatywne opinie nie były spowodowane talentem pisarskim, ale przygnębiającym i uwierającym wydźwiękiem opowiadanych przez niego historii. To dziwne patrząc na to, jakim lukrem oblewa się kryminały z ćwiartowanymi ofiarami już w prologach. W moim odczuciu wynika to z faktu, że nie chcemy poznawać sfer, w których nawet nie planujemy zamoczyć palca. Czytanie o tym potęguje tylko niechęć, odrzuca, czyni nas brudnymi i zamiast winić swój brak tolerancji do pewnych upodobań, piętnuje się autora.

Piszę Wam o tym, bo Nie patrz zapewne spotka ten sam podział. Marcel Moss nie boi się pisać o sado-maso, o cielesności, czy miłości zakazanej względem tradycji społecznych. Czytając, sama się wzdrygałam na myśl choćby o bólu, który może rodzić przyjemność, ale potępianie autora za podjęcie się trudnych psychologicznie tematów, nie powinno być punktem wyjścia do opinii. Dla mnie jego powieść była nietypową lekcją. Z każdym rozdziałem starałam się zrozumieć postępowania bohaterów. Starałam się odnaleźć w ich położeniu, kolejnych stopniach cierpienia, w bezradności. A autor przekazywał kolejne wątki w wyjątkowo wyważony sposób. Nie zalewał nas gęstym dramatyzmem, nie wyolbrzymiał problemów, by tylko bardziej uderzyć w nasze poczucie bezpieczeństwa. Stworzył thriller trudny, powodujący natłok myśli, których nie da się przegadać przy piwie z kumplami. I za to tym bardziej szanuje odwagę w stworzeniu takiej, a nie innej fabuły.

Moss stosuje kompozycyjną prostotę. Zdania są proste, bez zbędnych opisówek, budowania tła. To bohaterowie i ich emocje są tu najważniejsze. Dialogi są dopasowane do wieku, jak i warstwy społecznej. Nie obeszło się bez wulgaryzmów, ale one tylko podkreślają charakter i uczucia danego bohatera w konkretnej sytuacji. Do tego autor nie stara się narzucać oceny danych wydarzeń. To my czytelnicy mamy sobie odpowiedzieć, co dla nas jest do zaakceptowania, a co podlega dyskusji. Ale przy tym przede wszystkim stara się nas nauczyć akceptacji upodobań, które mogą dziać się tuż za drzwiami. I owszem mogą nas zniesmaczyć i powodować pukanie w głowę, ale niech to będzie tylko nasza głowa.

Jedyne co mnie gryzło w całej tej historii, to problem alkoholowy. Wysokie procenty dotykają tu każdego bez względu na wiek, ale w przypadku Ewy, która sięga po szklankę, bo życie jej nie jest słodkie i pełne miłości, powodowało irytacje. Kobieta nadużywająca alkoholu stała się w literaturze symbolem traumy. Nie radzi sobie z utratą pracy, ukochanego, czy zwykłą nieporadnością, to znak by zajrzeć do kieliszka. Schematyczność tego przytłacza i męczy, szczególnie gdy jeszcze w dodatku ta osoba ma być zapalnikiem ważnych wątków, a pije o każdej możliwej porze i miejscu. Ten sam problem dotyczy pijących na umór komisarzy w kryminałach. Oni leją wódkę w gardło w nieprzyzwoitych ilościach, ale ich zwierzchnicy przymykają na to oko, a oni pomimo bełkotu, potrafią rozwiązać sprawy, które trzeźwym przychodzą z trudnością. Chciałabym, by ktoś w końcu pokazał obraz traumy w inny sposób niż kieliszek wódki, czy lampka wina. Alkohol to w końcu niejedyny sposób na ucieczkę od szarej rzeczywistości.

Wracając do Nie patrz uważam, iż książkę warto przeczytać, nie tylko ze względu na tematykę, ale doskonałe psychologiczne przygotowanie autora do opisywanych zdarzeń. Ten thriller wyważa z hukiem drzwi powszedniości i pokazuje, jak nasze czyny i decyzje mogą zapoczątkować serię przerażających i nieodwracalnych zmian w życiu innych. Po tej książce, Wasze oczy będą patrzeć pod zupełnie innym kątem.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Filia Mroczna Strona

TAGI
PODOBNE WPISY