Książki

Przemysław Żarski „Ślad” – taśma prawdy

Przez w dniu 11/02/2020

Do dziś pamiętam dźwięk wkładanej kasety VHS. Przyjemne skrzypnięcie i nagle pojawiały się białoszare, szumiące paski na ekranie. Po chwili spod nich wyłaniał się obraz, który radował moje małoletnie serce. Nagrywało się teledyski, koncerty z MTV i kultowe filmy, aby móc je katować codziennie przez cały rok. To były taśmy pełne młodzieńczej pasji i kulturowego rozwoju. Dziś ich już nie ma, ale sentyment na zawsze pozostał. W Śladzie Przemysława Żarskiego również dotykamy pewnej taśmy, jednak daleka jest ona od rozkosznych nagrań, a staje się kluczem do rozwiązania zagadki zniknięcia pewnej dziewczyny. Klimat lat 90 był namacalny, bohaterowie zdeterminowani, by odkryć prawdę i ja, czytelnik, który nieco zadławił się ilością wątków obyczajowych i mnogością postaci. Czy na pewno warto podążać tym Śladem?

Z twórczością Żarskiego miałam już przyjemność spędzić kilka chwil przy okazji jego debiutu Umwelt. To było jedno z moich najciekawszych odkryć literackich w 2018 roku. Prężny thriller z doskonałą psychologiczną aparycją powodujący niepokój i ciekawość zarazem. To było bardzo świeże podejście do gatunku, które oczarowało moją dość wybredną duszę. W Śladzie Żarski skręca w kryminał. Taki stuprocentowy, nieco schematyczny z przeskokami w czasie. Morderstwo na kasecie VHS, śledztwo, kilkanaście różnych dróg prowadzących do prawdy. Do tego dostajemy bardzo mocno rozbudowaną warstwę obyczajową, która mnie niestety w tym wypadku gryzła po kostkach. Na dokładkę cały szereg bohaterów, o których zarysie życia również autor nie zapomniał. I wszystko pewnie płynęłoby w dobrą stronę, ale zabrakło w tym wszystkim jednego. Napięcia.

Podczas kartkowania kolejnych rozdziałów łapałam się na tym, że tracę zainteresowanie. Cenię sobie dobre wprowadzenie do życiorysów bohaterów, szczególnie gdy wiem, że mam do czynienia z pierwszym tomem, jak jest i tutaj. Ale przetykanie akcji, która nabiera rumianych polików rozdziałami o tym, co robił dany bohater w domu, jakie ma stosunki żoną, czy co zaplanował jeść przed telewizorem, wybijało mnie z rytmu. Rozumiem w pewnym sensie stosowanie takiego zabiegu, o ile część kryminalna powoduje podnoszące się ciśnienie w żyłach, a tutaj tego napięcia zabrakło. I o ile Ślad miał bardzo dobre momenty, to przez nadmiar historii związanych ściśle z bohaterami, a nie prowadzonymi wątkami, bladły one w oczach.

To, co zasługuje na uwagę w Śladzie, to z pewnością styl autora. Krótkie zdania, czasem poprzetykane porównaniami lub metaforami, nie zawsze trafnymi, ale jednak powodującymi tworzenie ciekawych obrazów w głowie. Żarski nie zapomniał również o muzyce, która wspaniale podkreśla dane sceny i powoduje, że sama szperałam w płytach, by posłuchać tego, co dany bohater właśnie nucił pod nosem. Dużą zaletą jest sam komisarz Robert Kreft. Facet z historią wypisaną na ciele, ozdobiony tatuażami z doskonałym gustem muzycznym i bez uzależnienia! Był wyrozumiały, bystry i biło od niego ciepło, nawet gdy się denerwował. Totalnie mój typ człowieka, którego zabrałabym na wódkę. Jego historia była wręcz tu pożądana, bo jednak ten cykl nosi jego nazwisko, ale mam wrażenie, że było go za mało w tej całej historii, by mógł w pełni zabłyszczeć.

Samo rozwiązanie wątków w książce wyszło dobrze, ale bez szybszego tłoczenia krwi w sercu. Cała fabuła wypada nieźle, ale zabrakło mi tu samego autora, który wiem, że potrafi zamotać, a tutaj wiele rzeczy przewidziałam, nie dochodząc nawet do połowy książki. Ślad jest lekkim kryminałem o zabarwieniu mocno obyczajowym, który niestety w głowie nie zostaje na długo. Epilogiem Żarski rzucił przynętę na drugi tom, na który na razie się łapie i tym razem będę liczyć na więcej napięcia przy kolejnym śledztwie Krefta i jego kompanów.


Wpis powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona

TAGI
PODOBNE WPISY