Książki

Krzysztof Bochus „Boski znak” – niezapomniany akt zbliżenia

Przez w dniu 11/03/2020

Pamiętam dzień, w którym do mnie przyszła. Z zewnątrz niepozorna, ale pachnąca jak obietnica zapomnienia. Gdy tylko jej dotknęłam, nie chciałam przestać. Sunęłam opuszkami palców subtelnie, czasami może zbyt zachłannie, ale nie mogłam się powstrzymać. Serce tłoczyło szybciej krew, a dolna warga czerwieniła się od zagryzania. Pragnęłam czuć ją na zewnątrz i w środku. Pozwalała mi się poznawać bez żadnego grymasu sprzeciwu. Wciągnęła mnie jej historia i jej tajemnice, o których tak dyskretnie mi szeptała. Momentami pogrywała ze mną, próbowała pokazać, że jestem zbyt ufna, ale ja nadal zauroczona nie mogłam jej wypuścić z rąk. Chciałam ją mieć całą dla siebie. Niestety dziś musiałam się nią podzielić. Nie mogło być inaczej. A mowa tu o książce Boski znak Krzysztofa Bochusa, z którą moje zbliżenie było pełne donośnej ekscytacji oraz ogromnej fali emocji, która przejmowała władze na moim ciałem i umysłem. Czas byście i Wy doświadczyli tej brawurowej historii spowitej mgłą tajemnic.

Nazwisko Bochus to bez wątpienia dla mnie znak jakości literackiej. Każde zderzenie z jego powieścią kończy się przyjemnym spełnieniem, ale i tęsknotą za kolejną historią. Lista Lucyfera, czyli pierwszy tom cyklu o redaktorze Adamie Bergu, ujęła mnie inteligentną intrygą, niespodziewaną brutalnością, ale i rozmachem w jej wykonaniu. Wówczas myślałam, że autorowi ciężko będzie przebić poziom tej historii, ale Boskim znakiem udowodnia, że jego umysł ma jeszcze wiele kreatywnych pomysłów na oczarowanie czytelników. W tej części poznajemy zupełnie inną historię, ale możemy natknąć się również na spoiler pierwszej części, więc radzę jednak czytać po kolei, by móc się w pełni nasycić pełnym niebezpieczeństw życiem Adama Berga.

Osią fabularną dla Boskiego znaku jest poszukiwanie przez Berga zaginionych skarbów ukrytych, gdzieś na zamku Czocha, do czego redaktor został wynajęty przez grupę bardzo majętnych panów. Dziennikarskie śledztwo wyciąga go poza granice Polski aż do Sycylii, zahaczając o Niemcy, a nawet na daleką wyspę, aby tylko odkryć kolejny trop związany z sowicie opłacaną misją. Bochus bardzo skrupulatnie zszywa ze sobą fikcję z elementami historii, dzięki czemu ma się wrażenie, że całość mogłaby się wydarzyć naprawdę. Autor nie pozbawił też nas elementów grozy, strachu, czy dobrze chlapiącej krwi. Do tego wątek związany z huraganem Dorian, który faktycznie miał miejsce w ubiegłym roku, został opisany w tak mocny i dosadny sposób, że aż bolało mnie serce z każdą przewracaną stroną.

Mogłabym nazwać Bochusa po tej lekturze wyborowym strzelcem emocji, bo wielokrotnie się bałam, pociłam, zgrzytałam zębami. Jak odkładałam książkę, nie mogłam przestać o niej myśleć. Boski znak nie jest czystym kryminałem, tylko powieścią w moim odczuciu sensacyjno–przygodową z elementami kryminalnymi, która przekazuje doskonale wyselekcjonowaną wiedzę o sztuce i o skarbach, które kolekcjonerzy pragną mieć w swoich zbiorach. Czytałam i jednocześnie sprawdzałam w innych źródłach dalsze ciekawostki. Bo ta książka powoduje, że chcemy wyjść poza ramy czytanych stron i pragniemy wiedzieć więcej. Smaku dodaje nie tylko barwny styl autora, ale i jego bohaterowie wykazujący się inteligencją i przebiegłością. Widać, że Bochus panuje nad każdym elementem swojej pisarskiej układanki, a ja mogą ją składać godzinami, nie bacząc na drętwiejący kark, brak snu i burczący z głodu brzuch.

Boski znak to literacka rozkosz, ogrom akcji i wiedzy, która niepostrzeżenie zapisuje się w umyśle. Uważam, że każdy powinien posmakować tej inteligentnej rozrywki, nawet jeśli z wydarzeniami historycznymi nie szturcha się na co dzień łokciem. A ja tymczasem czekam na kolejny akt zbliżenia, a Wam życzę nieprzespanych nocy przy lekturze.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Skarpa Warszawska

TAGI
PODOBNE WPISY