książka nie krzycz mossa
Książki

Marcel Moss „Nie krzycz” – wina i kara

Przez w dniu 05/11/2020

Znacie to uczucie, gdy po przeczytaniu czegoś wstrząsającego swędzi Was coś niemiłosiernie aż pod skórą? Chcecie się podrapać, aż do krwi, ale to nie pomaga się go pozbyć. Drapiecie się intensywnie, a swędzenie przemienia się w pieczenie, a potem w nieznośny ból. Ukojenie nie nadchodzi. Mnie takie uczucie dopadło po lekturze Nie krzycz Marcela Mossa. Po przełożeniu ostatniej strony poczułam się zmiażdżona, a wręcz rozerwana na strzępy. Duszne tematy, które miały swój początek w Nie odpisuj i w Nie patrz, odwaga i wyważenie w przedstawieniu bólu, traumy, czy przerażenia. Autor wycisnął ze mnie każdą emocję, że aż dotąd czuję tę historię pod skórą. Zdecydowanie Nie krzycz to książka, dla której bierze się urlop na żądanie. I Wy też powinniście.

W Nie krzycz śledzimy ciąg dalszy losów Michała i Agaty, małżeństwa, w którym nie brakuje przemocy. Jak również wracamy do Ewy, która zmaga się ze swoim mrocznym sekretem, który mogliście poznać w Nie patrz oraz śledzimy losy Anity, która przez pandemię traci pracę i zatrudnia się jako płatna hejterka. Mnogość bohaterów i ogrom zwrotów akcji nie pozwala nawet na moment oderwać się od lektury. Bohaterowie są przepełnieni winą, są grzeszni i tak bardzo cierpią, ale autor nie chce im ulżyć, daje im to, na co zasłużyli, powodując u mnie niekontrolowane otwarcie buzi z niedowierzania. A Agata stała się dla mnie najbardziej znienawidzoną bohaterką, o jakiej kiedykolwiek przyszło mi czytać. Dosłownie trzęsłam się ze złości, jak czytałam sceny z jej udziałem, a ta nienawiść narastała z rozdziału na rozdział i nawet po poznaniu jej przeszłości nie potrafiłam znaleźć w sobie współczucia. Tak się powinno szkicować bohaterów!

Obok nich i ich kreacji na uznanie zasługują sceny brutalne, budzące zgorszenie, a wręcz perwersyjne, przez które strach było przełykać ślinę. Fabuła bulwersuje, drażni, doprowadza momentami do szaleństwa. Moss doskonale obnażył ludzkie słabości i pragnienia, kazał swoim bohaterom ciągle wybierać, mimo iż znali cenę, jaką będą musieli ponieść, gdy decyzja nie będzie zgodna z nimi samymi. No mistrzostwo! Nie krzycz kipi od emocji, a każdy bohater pragnie naszej uwagi i wierzcie mi, oddaje się ją bez reszty.

Marcel Moss pozostał przy prostocie kompozycyjnej, styl jest zwięzły, dynamiczny, doskonale oddający obecne czasy. Historia można, by rzecz rośnie z nami, bo tutaj już pojawia się pandemia i konsekwencje z nią związane, zatem tym bardziej łatwo się odnaleźć w uczuciach bohaterów. Cieszę się, że autor nie bawił się tanimi chwytami, czy oklepanymi rozwiązaniami, tylko ciągle dawał nam w twarz czymś nowym, nietypowym i mocno chwytającym za gardło.

Nie krzycz to finał trylogii hejterskiej. Możecie go przeczytać, nie znając poprzednich części, ale radzę jednak poznać historię niektórych bohaterów, tak jak zaplanował to autor. Finał książki jest nie do przewidzenia i mocno mnie zaskoczył, dając idealne zwieńczenie tej mocno pokręconej fabule. Jedno jest pewne, że nigdy nie zapomnę tej książki, tych bohaterów, tego bólu i rozerwania emocjonalnego. Bierzcie śmiało urlopy, zarywajcie noce, bo dla takich książek warto oddać cząstkę siebie, by w pełni ją poczuć.

TAGI
PODOBNE WPISY