Książki

Krzysztof Bochus „Klątwa Lucyfera” – tajemnica klasztornych murów

Przez w dniu 23/03/2021

Powieści Krzysztofa Bochusa oczarowały mnie od samego początku. Na literackie podwórko wszedł mocnym krokiem z serią retro kryminałów o Christianie Abellu. Ale nie siadł na laurach i spróbował swoich sił w powieściach osadzonych w teraźniejszości. Lista Lucyfera zaskoczyła mnie inteligentną intrygą i odwagą w opisach brutalnych morderstw. Kolejny tom Boski znak to był ukłon w stronę powieści sensacyjno-przygodowych, który kipiał od emocji. W końcu nadszedł czas na trzecią odsłonę cyklu o Adamie Bergu, czyli Klątwa Lucyfera, której największą zaletą jest ciasny, duszny, mroczny klimat, który na każdym etapie wciąga i oplata nas swoją tajemniczością coraz mocniej. Po raz kolejny historia spotyka się z fikcją, tworząc wyborną syntezę, gdzie obok napięcia znajdziemy też momenty poruszające i dramatyczne. Dzięki temu tomowi runęłam w otchłań lęku i bezsenności, a teraz postaram się również Was tam wciągnąć.

Adam Berg zostaje poproszony przez przeorysze klasztoru sióstr szarytek na Kujawach o pomoc w odnalezieniu skradzionego dzieła sztuki, jednak gdy dziennikarz pojawia się na miejscu, kradzież to najmniejszy z problemów, z jakim przyjdzie mu się borykać. Za murami znajduje się również zakład zamknięty dla osób ze szczególnymi schorzeniami psychiatrycznymi, każdy z mieszkańców świętego miejsca skrywa swoje tajemnice, a stary budynek nie od razu pokazuje wszystkie swoje zakamarki. Berg od razu bierze się do pracy, a to, co odkryje na zawsze zmieni te mury, ale i życie naszego bohatera.

Klątwa Lucyfera to niezwykle angażująca powieść. Czytając, z przyjemnością uzupełniałam wiedzę z historii i geografii. Autor, pomimo iż w głównej mierze historię osadził na Kujawach, nie zabrakło też odwiedzin w Chorwacji i poruszenia problemu konfliktów wojennych w tym rejonie. To jest wspaniałe, że czytając książkę z pozoru rozrywkową, mogę poszerzać swoją wiedzę z zakresu przeszłych wydarzeń i to w tak interesująco podany sposób.

Przy każdej książce Bochusa podkreślam plastyczność opisów i doskonałe oddanie charakteru opisywanych miejsc. Tym razem nie jest inaczej. Chłód murów, zapach kadzideł, surowość pokojów. Wszystko tu zagrało i czułam się, jak bym sama tam mieszkała od dawna. Do tego ta nuta obłąkania, ciekawe przypadki chorych, przez co aż pragnęłam poczytać więcej o rodzajach chorób psychicznych. Dodam jeszcze, że zaintrygował mnie w fabule sposób na niewykrywalne morderstwo, o którym ku mojemu zdziwieniu po raz pierwszy czytałam.

Bochus ujął mnie tym, jak umiarkowanie dawkuje mocne zdarzenia. W Klątwie Lucyfera nie ma spektakularnych rozlewów krwi, a mimo wszystko strach nie opuszczał mnie aż do finału. Autor umiejętnie stosuje drobne manipulacje i ślepe zaułki. Wszystko jest płynne, nienachalne, a piękny język autora jak zawsze zachwyca. W książce nie brakuje dobrze nakreślonych bohaterów, odrobiny romansu i ważnych wydarzeń rodzinnych. Nie sądziłam, że ta powieść tak mnie poruszy pod koniec, że nie opanuję wzruszenia.

Klątwa Lucyfera wciąga, chwyta za serce i nie daje wytchnienia. To historia niejednoznaczna, z ciekawą mieszanką gatunkową, którą fani twórczości Zbigniewa Nienackiego czym prędzej powinni wciągnąć na swoją czytelniczą listę. Emocje, sekrety i odrobina szaleństwa to przepis na doskonałą przygodę. A nowa powieść Krzysztofa Bochusa bez wątpienia taką jest.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Skarpa Warszawska

TAGI
PODOBNE WPISY