Książki

Chris Carter „Dziennik śmierci” – gdzie jest sprawiedliwość?

Przez w dniu 20/05/2021

Jak myślicie, ilu chodzi po świecie seryjnych morderców, o których nikt nigdy się nie dowie? Mówi się, że nie ma zbrodni doskonałych. Jednak jeśli zabójca jest niewykrywalny, morderstwa nie da się przypisać konkretnemu człowiekowi, to czy w tym wypadku możemy mówić nie tyle o zbrodni doskonałej, ile o doskonałym mordercy? Do refleksji nad tym tematem skłoniła mnie powieść Dziennik śmierci od mistrza brutalnych kryminałów Chrisa Cartera. Gdzie przypadek sprawia, że ktoś skrupulatny, opanowany i dobrze się kamuflujący przykuwa uwagę policji za sprawą swoich zapisków. Ten kryminał autora różni się od poprzednich opowieści, bo po raz pierwszy historia mordercy poturbowała mnie emocjonalnie. Oto oprócz śledztwa dostajemy trafne przemyślenia o problemach społecznych, które często są bagatelizowane, nawet jeśli mogą ludzi doprowadzić do ostateczności.

Dziennik śmierci zaczyna się od przypadkowej kradzieży, która ma przynieść zysk wyśmienitej złodziejce. Niestety to, co znajduje bohaterka, staje się punktem wyjścia do śledztwa dla Huntera i Garcii. I tak za sprawą zapisków tajemniczego mordercy wpadamy w wir śledztwa, jednocześnie obserwując zmyślne działania zabójcy dążącego do odzyskania swojej własności.

Książka skupia naszą uwagę na pracy detektywów i jak zawsze w przypadku książek Cartera jest obfita w zwroty akcji jak coca-cola w cukier. Aczkolwiek nie brak jej również rzetelnie rozpisanego tła psychologicznego, które ubiera całą historię w sporą ilość emocji. O mordercy praktycznie do finału nie wiemy zbyt wiele, a o jego motywie tym bardziej. Podobają mi się logiczne rozważania Huntera, który nigdy nie obstawia jednego możliwego rozwiązania, tylko drąży, kopie, rozkłada wszystko na czynniki pierwsze, a autor pod przykrywką przemyśleń głównego bohatera przemyca nam fachową wiedzę czy to o samej śmierci, czy tworzeniu psychologicznego szkicu mordercy.

Chris Carter przyzwyczaił nas do swojego prostego stylu, bez zbędnych opisów, taniego efekciarstwa. Zbrodnie pozostały brutalne i odrzucające, a dialogi bohaterów, w szczególności Huntera i Garcii ociekają błyskotliwością i poczuciem humoru, wprowadzając nutkę wytchnienia przy napiętej akcji. Autor umiejętnie dawkuje mocne zdarzenia. Do tego w sposób ciekawy i realny opisuje jak osobiste tragedie, tworzą w nas mentalne rany, które potrafią się nigdy nie zagoić. Carter pisał tę powieść w trudnym dla siebie okresie. Stracił bardzo bliską mu osobę i po części ten jego ból gdzieś unosi się w Dzienniku śmierci. Czuć to w szczególności w jednym rozdziale i myślę, że dlatego też warstwa emocjonalna kryminału wypadła jeszcze bardziej realnie i przytłaczająco. Dodatkowym atutem jest również sam dziennik. Osobiste notatki mordercy, które dają nam dostęp do jego umysłu. Dzięki nim przekraczamy taką jakby intymną sferę piszącego. Uwielbiam wykorzystanie tego motywu w powieściach i w tym przypadku również jestem bardzo na tak.

Dziennik śmierci to mocny kryminał, nad którym przez całą lekturę unosi się mgiełka słodko-mdłego, miedzianego zapachu krwi. Powieść daje psychiczny dyskomfort i jest doskonałym punktem wyjścia do refleksji nad ludzką naturą. To była intensywna przygoda, która przysporzyła mi wiele razy palpitacji serca i już nie mogę doczekać się, czym zaskoczy mnie autor następnym razem.

TAGI
PODOBNE WPISY