zmora małecki
Książki

Robert Małecki „Zmora” – gdy ból rozrywa od środka

Przez w dniu 13/05/2021

W tym roku autorzy dość tłumnie skręcili na ścieżkę zaginięć. Każdego tygodnia obserwuje, jak ten temat jest wykorzystywany zarówno przez polskich, jak i zagranicznych pisarzy. Kolejne premiery, kolejne próby opowiedzenia tego samego problemu w bardziej lub mniej złożony sposób. Robert Małecki w Zmorze również sięgnął po zaginięcie, doprawił to dwutorową narracją, która wyciska wszystkie możliwe soki z historii, a na dokładkę dorzucił przeskoki w czasie, które pomagają nam lepiej zrozumieć uczucia głównej bohaterki. Zmora to dla mnie historia traumy, która przez jedno zdarzenie kiełkuje, nie dając o sobie znać, dopóki jej pnącza nie zaczną sprawiać wewnętrznego bólu, który rozrywa od środka i domaga się uwagi. Dzięki autorowi poczułam tę traumę na własnej skórze i ciężko mi o niej zapomnieć.

Zmora to thriller złożony, gdzie czyny napędzane są przez emocje. Nie tylko głównej bohaterki, która zostaje wciągnięta w odkrycie prawdy o wydarzeniach sprzed lat, ale i osób czasem tylko lekko powiązanych z przeszłością. Zaginięcie siedmioletniego Piotrka Janochy to tylko punkt wyjścia do opowiedzenia historii pobocznych. Powoli wychodzą na wierzch grzechy i tajemnice, które dokładają cierpienia, jednocześnie dając odpowiedzi tak bardzo potrzebne głównej bohaterce Kamie Kosowskiej, by mogła uwolnić się od koszmarów. Opisywane przez Małeckiego relacje pomiędzy bohaterami (szczególnie dziećmi w 1986 r.) są prawdziwe aż do bólu. Bez usilnego dramatyzmu lub podkręcania atmosfery szokiem autor pochłania naszą uwagę i porusza serce. Były momenty, gdy po prostu chciało mi się wyć, nie hamować łez, rozpamiętując to, jak bardzo dzieci pewnych rzeczy nie rozumieją, jak bardzo rodzice potrafią być niszczycielscy, jak miłość staje się tarczą, która ma odciągnąć uwagę od prawdy.

Robert Małecki swoim stylem pisarskim porusza strunami wrażliwości. Potrafi słowami oddać uczucia nieprzyjemne bez względu na wiek bohaterów, nie popadając przy tym w zbytnią melancholię. Do tego umiejętnie zwodzi czytelnika, podsyca ciekawość i mimo iż w Zmorze strona obyczajowa wybija się na pierwszy plan, absolutnie nie odbiera to przyjemności w przeżywaniu części tej bardziej thrillerowej, czy kryminalnej. To, co jeszcze rzuca się w powieści, to dopracowanie. Nie ma tu pójścia na łatwiznę, przyspieszania na siłę rozwiązania sprawy. Jest powoli, ale jakże intrygująco. Ogólnie Zmorę wypełnia wiele smutku, żalu i braku otwartości rodziców wobec dzieci. Milczenie nie jest odpowiedzią, a przedłużającą się męką, która w końcu musi znaleźć ujście, często niszcząc wszystko na swojej drodze. A jaki to ma wpływ na bohaterów, musicie już sprawdzić sami.

Robert Małecki swoją Zmorą pokazuje, jak znakomicie rozwinął się jego warsztat pisarski, jak dużo pracy włożył w historię, która na pozór może wydawać się mało zaskakująca, a już po pierwszych stronach oplata nas mackami, które wyciskają każdą możliwą emocję. Należą się również ukłony dla autora za ten zdystansowany ton, który pozwala nam na wiele interpretacji czynów bohaterów. Jestem pod wrażeniem i cieszę się, że mogłam tak dogłębnie przeżyć tę opowieść.


Wpis powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona

TAGI
PODOBNE WPISY