Książki

Przemysław Piotrowski „Matnia” – jak to na wsi bywa

Przez w dniu 04/08/2021

Toporzyce nad jeziorem Wiedźme. Wieś idealna na ucieczkę od zgiełku, codziennego pośpiechu, od wszystkiego. Miejsce kuszące swoją sielankowością i spokojem. Aż chciałoby się tam przenieść na parę dni i pomoczyć nogi w jeziorze lub połowić ryby. Palić w kominku, ucztować przy ognisku, zasypiać słuchając deszczu uderzającego o okna. Jednak to wszystko to tylko pozory, o czym obszernie postanowił opowiedzieć Przemysław Piotrowski w swojej najnowszej powieści Matnia. Zapowiedzią byłam nakręcona, jednak z każdą stroną oprócz mroku i niepokoju odczuwałam też irytacje. Aż w pewnym momencie myślałam, że sama jestem w matni, a upragniony ratunek nigdy nie nadejdzie.

Matnia to historia Zuzy, którą porzuca facet, zostawiając jej dwumilionowy dług i bliźniaczą ciążę. Jej rozpacz nie trwa długo, bo poznaje Marka. Opiekuńczego, odpowiedzialnego, zaradnego, który jest dla głównej bohaterki jak wygrana w totka. Do tego podkreśla, że ją kocha i zajmie się nią oraz dziećmi. Pan idealny? Zuza zaczyna mieć wątpliwości. Szczególnie gdy przenosi się wraz z nim do jego domu w Toporzycach. Ten dom, ta wieś, każdego dnia budzi w niej coraz większy strach.

Powieść Piotrowskiego zapowiadała się naprawdę dobrze. Było czuć klimat lęku, niepewności, roztargnienia głównej bohaterki. Do tego odludzie idealne, gdzie pragnęłoby się spędzić lato, pływając po jeziorze w dzień, a zajadając tłustą kiełbasę prosto z ogniska nocą. Jednak główna bohaterka zostaje w tym miejscu sama, bo nowy ukochany pilnie wyjeżdża do Niemiec. Jest w zaawansowanej ciąży, którą bardzo odczuwa, więc nie może sobie pozwolić na większe rozrywki, a ku jej zdziwieniu sąsiedzi nie są chętni do nawiązywania relacji. Przez to jej kolejne dni są dość podobne i niestety bez fajerwerków, nawet przy odkrywaniu kolejnych dziwnych sytuacji we wsi.

Nie polubiłam Zuzy i to była największa bolączka dla mnie. Dziewczyna była naiwna, irytująca, a jej wieczne gonitwy myśli nie prowadziły do niczego sensownego. I o ile sam pomysł na fabułę mi się podobał, to niestety główna bohaterka doprowadzała mnie do szału. Cała historia jest prowadzona bardzo leniwie, wypełniona często zbytecznymi opisami, które nużyły. Zatem z jednej strony ciekawe budowanie klimatu, z drugiej zbytnio rozciągnięte. Finał, o ile domyśliłam się go zbyt szybko, daje najwięcej wrażeń i satysfakcji nawet, mimo iż właśnie takiego rozwiązania się spodziewałam.

Matnia to książka obyczajowa z drobnymi elementami thrillera. Może wstrząsnąć osobami, które planują lub mają dzieci. Dla mnie ta powieść wypadła dość średnio, szczególnie że wiem, na co stać autora. Jestem lekko zawiedziona i liczę, że Piotrowski jeszcze wróci do klimatu z trylogii. A Matnię polecam osobom, które lubują się w powolnej akcji i historii delikatnie oprószonej dreszczykiem bez brutalnych scen i rozlewu krwi.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Czarna Owca

TAGI
PODOBNE WPISY