Książki

Tomasz Czarny, Marcin Piotrowski „Folk” – gdy głód doskwiera

Przez w dniu 03/09/2021

Bieszczady to miejsce idealne na ucieczkę od miejskiego zgiełku. Zieleń połoniny, piękno gór, gęstość lasów i te świeże, niczym niezmącone powietrze. Ale nie tutaj w Nędzy, wsi niespokojnej, gdzie walka o pożywienie jest priorytetem, a tuż za nim zaspokojenie popędu płciowego. Do tej malutkiej mieściny zabierają nas Tomasz Czarny i Marcin Piotrowski w swoim totalnie popieprzonym horrorze Folk. Tu walka o przetrwanie miesza się ze wszystkimi płynami ustrojowymi, sprośnym do granic możliwości seksem i kanibalistyczną kuchnią. Folk to wynaturzona historia będąca połączeniem filmów takich jak Teksańska masakra piłą mechaniczną, Wzgórza mają oczy i porządnie wyciśniętą gore esencją od mistrza ekstremy Edwarda Lee. Książka nie jest wegetariańska, nie była testowana na zwierzętach, ale na ludziach już tak. I z tego, co mi wiadomo, nikt nie wyszedł z tego żywy.

Horror ekstremalny przekracza wszelkie granice, łamie zasady, bawi się logiką i wszystkim tym, o czym nie chcecie śnić w najgorszych koszmarach. Autorzy Folku zdecydowanie czują ten klimat, potrafią się bawić tym gatunkiem i pomimo iż opierają się na lubianych przez fanów ekstremy schematach, robią to na własnych warunkach i poruszają dogłębnie trzewia swoimi okrutnymi scenami. Styl jest lekki, dialogi stylizowane i dopasowane do charakterów postaci. Seks jest wyuzdany, sceny brutalne ociekają obficie krwią, a spora ilość przepisów jednego z bohaterów – Tadka, to raj dla amatorów mięsnych frykasów. Palce lizać (oby własne i nieodcięte)!

Jako oddana od lat fanka wszelakich slasherów i gore horrorów jestem bardzo zadowolona z kreacji kanibalistycznej rodzinki, a Poldka i kadłubka już nigdy nie wyprę z pamięci. Nigdy. Jeśli kochacie ekstremę, to Folk naprawdę przetrzepie Wasze wszystkie wnętrzności, a zamiast wyjazdu w Bieszczady, zapragnięcie jednak pokąpać się w morzu, z daleka od wsi Nędza i jej mieszkańców.

TAGI
PODOBNE WPISY