Książki

John Everson, Tomasz Czarny „Sekrety” – odkryj mroczne obsesje i nie daj się koszmarom

Przez w dniu 07/12/2021

Ostatnio intensywnie pracuje nad swoim uzależnieniem od horrorów. Pielęgnuje tę nieskrywaną obsesję, oddaje temu gatunkowi całą swoją uwagę i z każdą kolejną książką otrzymuje coraz mocniejsze doznania. Antologia opowiadań Sekrety autorstwa Johna Eversona oraz Tomasza Czarnego otworzyła przede mną wrota zarówno srogiego wyuzdania, momentami chorobliwego pożądania, jak i gęstego, zawiesistego mroku niczym Guinness polewany z kija. Ten duet autorów stworzył niesamowicie refleksyjną, pisarską symbiozę, którą je się łyżkami, a pomiędzy każdym kęsem odczuwa się pewne dyskomforty w umyśle, które chce się rozgrzebać, by dokładniej poczuć przekaz płynący z kolejnych opowiadań. Bywa brutalnie, czasem przytłaczająco, ale to zaglądanie w ludzką psychikę najbardziej tutaj zapiera dech w piersiach. Warto nabrać porządny łyk powietrza i oddać się lekturze bez reszty. Ja tak zrobiłam i nie żałuję.

W Sekretach dostajemy piętnaście opowiadań autorów oraz ich wspólną nowelę. W przypadku Eversona dostajemy zgrabnie i z polotem napisane opowieści będące erotycznymi horrorami. Autorowi nie brak kreatywności w wymyślaniu kolejnych aktów, a opisy pełne barwnych słów podkręcają atmosferę. Podobał mi się jego sposób ukazania obsesyjnego pożądania, uzależnienia od seksu, który często przejmował kontrolę nad bohaterem. Oddanie ekstazie, niezapomniane orgazmy, a wszystko dopełnione tajemnicami, których wyjaśnienia czasem lepiej nie poznawać. Moją uwagę najbardziej przykuła Złotousta, o kobiecie z ciekawą przypadłością, Zły dzień gdzie okrutnie mroziły mnie karaluchy oraz Do ostatniej kropli, która pokazała, że czasem najlepszy seks oralny kiedyś się musi skończyć. Po taki rodzaj erotyki doprawionej horrorem zawsze warto sięgnąć.

U Tomasza Czarnego doświadczyłam czegoś, czego się nie spodziewałam. Przyzwyczaiłam się u niego do bestialstwa, totalnego zezwierzęcenia jednostki, a autor tym razem obrał ścieżkę kleistego mroku, który oblepia duszę niczym gęsta smoła. Opowiedział o ludzkich koszmarach, o winach, które męczą i nie dają odpocząć, o zepsuciu, kołtunach myśli niejednoznacznych. Wielokrotnie wprowadzał mój umysł na najwyższe obroty i skłaniał do refleksji nad ludzkim plugastwem. Czułam się nieswojo, gdy czytałam o Cieniach, myślałam o społecznej próżności, kończąc Sen manekinów, jak i poczułam drapiący strach, zagłębiając się w Iluminacje. Autor bez wątpienia potrafi w duszną grozę, od której wyobraźnia szaleje i nie daje się uspokoić. Mimo iż nie brakowało mocniejszych klisz, to taka odsłona Czarnego jest warta uwagi i na długo zapamiętam przekaz płynący z niektórych jego historii.

Zbiór wieńczy nowela Przybądź, Malphusie! napisana w duecie, o której procesie powstawania można przeczytać we wstępie Tomasza Czarnego, dla którego współpraca z własnym mistrzem, była cudownym wyróżnieniem. W tej historii czuć oddanie pisarzy, bywa brutalnie, nie brakuje seksualnych rytuałów i spinającej to wszystko fascynacji okultyzmem. Zdecydowanie jest to wyborne zwieńczenie tej kooperacji autorów. Chętnie przeczytałabym ich kolejne wspólne dzieło.

Sekrety to nie tylko horrory, to opowieści, które wdzierają się w wyobraźnię i wyżymają ją na każdą możliwą stronę. Erotyzm miesza się z grozą, mrok z odurzającym, złowieszczym lękiem, a wszystko napisane to zostało w przyjemnie ekspresyjny sposób. Ta lektura to był dla mnie wypełniony krzykiem dreszcz, jak śpiewał Roman Kostrzewski i jeśli chcecie poczuć dogłębne, nieoczywiste emocje, to Sekrety spełnioną wasze wszystkie oczekiwania.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Dom Horroru

TAGI
PODOBNE WPISY