Wywiady

#WYWIAD Z BOHATEREM – Otis – seria „Obślizgłe paluchy” Patryk Bogusz

Przez w dniu 27/12/2021

Warszawa to miasto obfitujące w najróżniejsze restauracje, które na każdym kroku walczą, by to właśnie do nich wszedł gość z ulicy. W ostatnich miesiącach najgłośniej było nie o świeżo otwartym lokalu „Nine’s” Roberta Lewandowskiego, ale o „Obślizgłych Paluchach”, który mieści się na warszawskiej Pradze. Rezerwacje są już przyjmowane na dwa miesiące do przodu, a przejeżdżając pod drzwiami restauracji, widzimy bezustannie kolejkę ludzi, pragnących skosztować mięsa tworzonego z rodzinną tradycją. Ostatnio takie kolejki było widać tylko pod „Manekinem”, ale po co marznąć, by zjeść naleśnika, jak można zjeść soczystego steka. O sukcesie, o tym, jak dbać o polską tradycję kulinarną i jak przyrządzić mięso, które rozpływa się w ustach, rozmawiałam z charyzmatycznym współwłaścicielem restauracji „Obślizgłe Paluchy” Otisem.


Zacznijmy od początku, jak zaczęła się Pana przygoda z gotowaniem?

Wie Pani, od urodzenia się zaczęła. W sensie od małego pamiętam, że mama spędzała dużo czasu przy garach, albo w nich pichciła, albo nimi rzucała… [Otis puścił mi oko]
Ale chyba największym pasjonatem był wuj Bernard, który jest współwłaścicielem „Obślizgłych Paluchów”. To on pokazał mi, że mięso to coś więcej niż truchło podane na ciepło… [szeroki uśmiech]

Jak powstała ta intrygująca nazwa „Obślizgłe Paluchy”? Czy wiąże się z tym jakaś historia rodzinna?

Wspomniany już Bernard uwielbiał jeść rękoma, gdzie się dało, to unikał sztućców, a że jego potrawy zazwyczaj ociekały tłuszczem… to takie naturalne skojarzenie. Podobno to matka zaproponowała nazwę ze względu na wiecznie otłuszczone paluchy wuja. Bernard miał swoją wersję, ale ona pozostanie słodką tajemnicą. [Otis zaśmiał się tajemniczo]

W Pana restauracji króluje kuchnia polska, czy to Pana ulubione jedzenie?

W zasadzie to chyba tak. Polskiej kuchni niczego nie brakuje, jest bardzo urozmaicona. Oczywiście soczystym stekiem nie pogardzę, a do niego kolbą kukurydzy, ale nie oszukujmy się, amerykańska kuchnia w porównaniu z naszą ssie. To samo z innymi. Albo sam makaron, albo ryż. A u nas jest wesoły miszmasz. Nie wieje nudą. No, ale za grzybami nie przepadam.

Restauracja w ostatnich miesiącach bardzo zyskała na popularności, co Pana zdaniem wyróżnia pańskie potrawy? Czy sam Pan pilnuje dostaw mięsa i dba o jego jakość?

Zyskała ostatnio na popularności, bo zjadło tu kilku celebrytów, którzy nagle odkryli dobre jedzenie. [demoniczny śmiech]
Proszę Pani, nasza restauracja od samego początku stawia na mięso najwyższej jakości. Proszę mi wierzyć, że przez lata pilnowałam każdego kawałka mięsa, jaki wylądował później na talerzu. Dbania o jakość nauczyła mnie matka i wuj. Wujek też uczył mnie porcjowania i rozbioru. Tak, sami to robimy. Zawsze zamawiamy całą tuszę i z dokładnością poddajemy ją obróbce. To kosztowne i czasochłonne, ale efekty docenili goście.

Co najchętniej zamawiają goście „Obślizgłych Paluchów”?

W zasadzie największą popularnością do tej pory cieszyły się nasze steki, burgery i ozorki w winie. Ozorki to specjalność wujka Edwarda, naszego szefa kuchni.

Niektórzy krytycy kulinarni zarzucają, że pańska kuchnia jest zbyt tłusta. Jak również przez pewien czas przewijały się plotki o pewnym skandalicznym zachowaniu jednego z Pana pracowników. Jak Pan sobie radzi z krytyką i docinkami ze strony prasy, która żyje aferami?

Wie Pani, nie należy ufać plotkom. Żadnej afery u nas nie było. Nasz szef kuchni to perfekcjonista, który dba o każdy szczegół. To naprawdę stresująca praca i może kiedyś doszło do małego spięcia między personelem a wujem Edwardem, ale sprawa została niepotrzebnie nagłośniona, do tego w mocno krzywdzący sposób. Jeśli chodzi o prasę i media, to Pani wybaczy, ale nie zawracam sobie nimi głowy. Po prostu robię swoje. Tak jak reszta załogi.
Jeśli chodzi zaś o tłuste potrawy? No cóż, to nie jest jedzenie dla zachudzonych milenialsów. Chcesz żywić się planktonem, to idź do innej restauracji. My serwujemy prawdziwe żarcie.


Dużo gości, to dużo pracy, jak Pan dba o tzw. word-life balance?

Przyznam, że obecnie jest naprawdę ciężko o zachowanie takiej równowagi. Kiedyś więcej czasu spędzałem na siłowni [jakby na potwierdzenie tych słów Otis poruszył mięśniami piersiowymi, które spod obcisłej koszuli dały oznakę życia], obecnie niestety ilość pracy i życie rodzinne nie pozwalają na takie rozrywki. Z drugiej strony, jeśli coś się kocha, to człowiek nie traktuje tego jak pracę, a my kochamy gotować.


Jakie jest Pana kulinarne marzenie?

Otworzyć lokal w każdej mieścinie w Polsce. Nawet małe miasteczka, żeby wszyscy mogli spróbować naszej kuchni. Chcę widzieć uśmiech na twarzach gości.
Na ten moment przymierzam się, do uruchomienia restauracji w pewnej nadmorskiej miejscowości. Znalazłem już nawet lokal na sprzedaż. Pasuje idealnie. [szeroki uśmiech]

Bardzo dziękuje za rozmowę i życzę dalszych sukcesów kulinarnych.

Dziękuje. Zapraszam wszystkich czytelników na spróbowanie najlepszej kuchni w Polsce, jadło przyrządzane z miłością przez ludzi, dla ludzi… [kolejny szeroki uśmiech, Otis na pożegnanie wręczył mi paczkę firmowych steków]

TAGI
PODOBNE WPISY