Książki

Grady Hendrix „Sprzedaliśmy dusze” – metal nie bierze jeńców, metal pożera w całości

Przez w dniu 05/02/2022

Muzyka metalowa jest ze mną od lat. Dawała mi ukojenie, wolność, zrozumienie. Była ze mną w bólu i radości. Zawsze przy mnie, zawsze z odpowiednim nastrojem, nigdy mnie nie zawiodła. W Sprzedaliśmy dusze Grady’ego Hendrixa muzyka metalowa wylewa się ze stron. Już od pierwszych stron czujemy riffy z Iron Man Black Sabbath, które wpełzają w uszy i aż chce się zachłysnąć tym brzmieniem. To zapowiedź istnej egzekucji muzycznej, która ma nadejść razem z wyprawą ku prawdzie, jakiej podejmuje się główna bohaterka Kris Pulaski. Tu horror miesza się z rasową powieścią drogi. Hendrix uczy nas wdychać muzykę, doświadczać jej wyjątkowości i ukazuje jak ludzka chciwość, niszczy nie tylko przyjaźnie, ale może zniszczyć cały świat. Załóżcie słuchawki na uszy, odpalcie ulubiony album i ruszajcie w drogę razem z Kris.

Sprzedaliśmy dusze opowiada o Kris Pulaski, która przed laty grała w Dürt Würk. Postanawia się ona dowiedzieć na własną rękę, dlaczego zespół się rozpadł, a jedynie były wokalista zespołu Terry Hunt zyskał sławę. Bohaterka wyrusza w podróż, by spotkać się ze starymi członkami kapeli, by finalnie dotrzeć do samego Terry’ego, który zapowiedział wieńczącą jego karierę trasę koncertową. Początek jest niespieszny. Zaglądamy w życie czterdziestosiedmioletniej kobiety, której marzenia legły w gruzach i stara się jakoś żyć z dnia na dzień. Brak marzeń, brak celów, brak perspektyw na zmiany. Wspaniale jednak było zatopić się w jej wspomnieniach z czasów, gdy miała swoją kapelę, grała koncerty po barach, a moc metalu dawał jej kopa do działania. Aż mi się łza w oku kręciła, jak przypomniałam swoje koncertowe wojaże. Nie ważne gdzie i za ile, tam gdzie moja ukochana kapela, tam byłam i ja.

Hendrix ujął mnie swoją skrupulatnością w oddaniu duszy heavy metalu. Pojawia się wiele kapel, które na zawsze zapisały się w historii ciężkich brzmień, jak Slayer, Iron Maiden, Cannibal Corpse, czy wspomniany już wcześniej Black Sabbath. Czytając, włączałam kolejne płyty i zatracałam się zarówno w znanych mi solówkach, jak i w spisanej przez autora historii. Spodobały mi się równie fragmenty audycji będące wstępem do kolejnych rozdziałów. To nadawało wszystkiemu autentyczności. Z jednej strony odbywamy trudną podróż razem z Kris, z drugiej czyta się to jak dobrze napisaną biografię zespołu, który mógłby naprawdę istnieć. A kolejne teksty piosenek tylko mnie utwierdzały w tym przekonaniu. Oprócz nich nie zabrakło szczegółowych opisów, jak były tworzone melodie, które przypomniały mi czasy, gdy sama przesiadywałam u znajomych kapel na salach prób i mogłam obserwować ich proces twórczy. Ich zapał robił na mnie ogromne wrażenie. Tutaj te fragmenty nie wszystkim mogą przypaść do gustu, ale moją uwagę w pełni zdobyły.

Jednak w Sprzedaliśmy dusze, nie tylko muzyka jest na pierwszym planie. Mamy też nawiązania do nietypowej mitologii zła, która napędza tę horrorową część powieści. Opisy potrafią rozszarpać gardło, a znakomite rysunki Macieja Kamudy jeszcze bardziej uwypuklają te mroczne doświadczenia. Sam styl Hendrixa jest gawędziarski, czyta się płynnie, a dialogi doskonale współgrają z wykreowanymi bohaterami. Ciężko jest mi się do czegoś przyczepić, bo ja jako fanka metalu, poczułam, że to powieść stworzona dla mnie. Kompletna, z masą muzycznych nawiązań, do tego pokazująca kobietę, która mimo trudności jest zawzięta, niezwykle wytrzymała i pomimo strachu w sercu, podejmuje się walki, której finału nie może być pewna. Może nie do końca podszedł mi sam finał historii, ale po części rozumiem, dlaczego Hendrix poszedł w tę nieoczekiwaną stronę.

Podsumowując, z całego mojego death metalowego serca polecam poznać historię zespołu Dürt Würk, bo oni mogliby żyć naprawdę. A gdyby tak było, pewnie każdy zadowolony z lektury czytelnik, właśnie stałby z nosem przy witrynie sklepowej i wypatrywał nowego winyla kapeli. Ja z pewnością bym tak zrobiła.

TAGI
PODOBNE WPISY